Relacja z 38. Maratonu Warszawskiego. To nie będzie pochwała biegania boso po asfalcie.

Od dawna już byłam podekscytowana swoim trzecim startem w Maratonie Warszawskim. Momentami czułam silny stres, innym razem pełne pozytywnych emocji oczekiwanie. W mojej głowie dominowało jednak uczucie szczęścia, największe od momentu debiutu na królewskim dystansie. Przez ostatnie miesiące kawałek po kawałku dodawałam do siebie elementy układanki, które tworzyły spójną całość. Pokonałam wiele kilometrów, nierzadko bardzo upalnych, by z czystym sumieniem podejść do startu na królewskim dystansie. Wizualizowałam sobie metę, do której docierałam w myślach bez większych niespodzianek – bo uważałam, że poza sumiennymi przygotowaniami pozytywne myślenie jest niezbędne. Nijak ten obrany kierunek miał się do stresu, jaki przeżyłam przed kwietniowym maratonem w Paryżu (Paris Marathon, przeżycie tak wielkie jak wielki jest jego rozmach). Tamto napięcie atakowało mnie każdego dnia nie pozwalając się wyspać nawet jeden raz już na dwa tygodnie przed startem. Teraz miało być dobrze. Miało być co najmniej tak samo dobrze jak w Warszawie rok wcześniej (37. PZU Maraton Warszawski, pękamy z dumy na Stadionie Narodowym!). Było… inaczej.

Białystok Biega. Nie wracam tu z przyzwyczajenia.

Do startu w Białymstoku podchodziłam z dużą ekscytacją. Zaczęłam wrzesień udanym półmaratonem w Pile. Na podobnym poziomie do zeszłorocznego odczuwałam pozytywne skutki przygotowań do maratonu. Wszystko szło we właściwą stronę. W piątek, kiedy to niespodziewanie dzień przywitałam przeziębieniem, dopadła mnie całkowita rezygnacja. Nagły spadek sił spowodował, że zaczęłam myśleć o tym, że będę zmuszona pożegnać się z maratonem.

10 rzeczy o mnie, z których nie wynika nic konkretnego.

Trochę faktów o mnie i przemyśleń, z których nie wynika nic szczególnie konkretnego. Cenię sobie refleksyjność, o życiu gadać mogę godzinami. Często gadam ze sobą, a że mam własne miejsce w sieci, cenniejszymi wnioskami mogę dzielić się z Wami wirtualnie 😉

img_3576

Sentymentalny powrót do Tarczyna.

W Tarczynie debiutowałam dwa lata temu. Pamiętałam, że trasa jest malownicza i że jabłek, tych już zerwanych dla biegaczy, jest pod dostatkiem. Teraz miałam być na półmaratonie jakieś 1 300 kilometrów stąd, jednak wyszło tak, że oddaliłam się od domu o zaledwie pół godziny drogi. Poważnie rozważałam brak udziału w biegu zorganizowanym na rzecz samotnego wybiegania, ale po krótkich rozważaniach adrenalina startowa wygrała. Postawiłam sobie jeden podstawowy warunek – biec na tyle wolno, żeby aż do mety nie utracić całego zapasu sił. Szybki półmaraton już za mną (Piła, zaledwie tydzień wcześniej) a maraton tuż tuż. Trzeba się oszczędzać. Spełnienie tego warunku zaburzyła dość mocno pogoda. Owszem, lubię upały, kręci mnie bieganie w wysokich temperaturach ale z utrzymaniem tempa jest wtedy naturalnie trudniej.

26. półmaraton w Pile, wymarzony początek września.

„Idą sobie polną drogą
Tacy, którzy dużo mogą,
Trąbka im do marszu gra,
Dyrektory i prezesy
Łase toto na sukcesy
A tymczasem ja: ” 😀

(Artur Andrus, Piłem w Spale, spałem w Pile)

Kiedy na kilkanaście minut przed startem rozpadał się deszcz wcale nie zatęskniłam za słońcem. Zupełnie jak nie ja, prawda? Pamiętając lekkość ubiegłorocznego biegu, na którym wyglądałam wprost jak po wyjściu spod prysznica, ucieszyłam się, że znowu będę mieć możliwość sprawdzić się w fajnych warunkach. Fajnych, bo dających szansę na oddychanie oczyszczonym przez deszcz powietrzem. Wychodząc z domu przed wyjazdem w ostatniej chwili sięgnęłam po kurtkę przeciwdeszczową w nadziei, że się przyda.

Przetarte szlaki w lipcu i sierpniu 2016.

Nie do końca lubię podsumowania przetartych szlaków w okresie wakacyjnym z prostego powodu. Chciałabym, żeby ciepłe miesiące trwały jak najdłużej. Mam swoje sposoby na przetrwanie smutnych myśli, które się wówczas pojawiają w mojej głowie. To analogiczne do chęci posiadania nowych butów sportowych – teoretycznie muszę je mieć a w praktyce wiem, że jeszcze troszkę wytrzymam i kupię sobie model o poziom wyższy, bo lada moment pewnie i tak pojawi się na rynku 🙂 Albo ten starszy, często równie dobry, znajdę w promocji. Kolejne lato przyjdzie, tak jak czas na kolejne buty do biegania. Najpierw wycisnę co się da z tego, co mam tu i teraz.

IMG_6382

Powered by WordPress | Download Free WordPress Themes | Thanks to Themes Gallery, Premium Free WordPress Themes and Free Premium WordPress Themes