Kiedy „koniec świata” nabiera nowego znaczenia.

Ile trzeba mieć zaufania do drugiej osoby, żeby zdecydować się na podróż o długości 10 000 km z opcją spania w samochodzie, bez specjalnych perspektyw na możliwość odizolowania się od siebie choć na chwilę w osobnym pomieszczeniu? Ok, nie wiedzieliśmy dokładnie na ile kilometrów w tę podróż się wybieramy, ale to nie miała być weekendowa wycieczka.

Jak bardzo trzeba być wdzięcznym losowi za to, że spotkało się taką osobę, skoro nie tylko ze sobą wytrzymaliśmy ale jeszcze bardziej do siebie zbliżyliśmy? Nie ma takiej skali, która wystarczyłaby mi na wskazanie odpowiedniej wielkości. W tym tygodniu wyjątkowo sprawy zawodowe nas od siebie odizolowały na kilka dni i czuję się tak, jakbym została za coś przez życie ukarana 🙂

Marsylia i Lazurowe Wybrzeże z metą w Monako.

Lazurowe Wybrzeże miało być miejscem, w którym przez chwilę się zatrzymamy i odpoczniemy. Tak, wiem jak to brzmi – po dwóch tygodniach urlopu jedziemy odpoczywać. Bo to, że podczas odpoczynku miałam zrobić najdłuższe wybieganie już wcale tak mocno nie dziwi. Nie mnie ani nie tych, którzy mnie znają. Partner przekonywał mnie, że jak spędzić więcej czasu na plaży, to najlepiej w Porcie Grimaud. Próbowałam polemizować z tym dość długo, jednak ostatecznie, w przeddzień zakończenia wyjazdu przyznałam Jego uporowi rację. Długo to trwało 😉 Po pierwsze, nie wiedzieliśmy wcześniej, na jak długie „leniuchowanie” na plaży możemy sobie pozwolić, bo przed nami był szmat drogi. Po drugie, jak już wiedzieliśmy ile mniej więcej czasu zostało nam do spędzenia we Francji, po przejechaniu Lazurowego Wybrzeża już na własne oczy przekonałam się, że w Porcie Grimaud podoba mi się najbardziej. A po trzecie…. mężczyźni również mają swoje sentymenty i należy dać im szansę na wykazanie się i udowodnienie swojej racji 😉 Udowodnił, przekonał mnie i z przyjemnością będę chciała na tamtejszą plażę wracać.

Bieganie ma sens, ale sensu życia nie zagwarantuje. Refleksje z biegu z Cannes do Nicei.

W trakcie pobytu we Francji, szczególnie gdy już dojechaliśmy do Saint Tropez, nie bardzo kontrolowałam swoje emocje związane z planowanym biegiem na trasie Cannes – Nicea. Długo spacerowaliśmy, oglądaliśmy, dyskutowaliśmy o tym jak tu jest, a ja co któreś zdanie wtrącałam: „Ale myślisz, że dam radę te 30 km? Nie znam trasy, nie wiem czy mam tyle siły” i tak dalej. Wiem, męczące. Nie wiem czy bardziej dla mnie czy dla Niego 🙂 Oboje wiedzieliśmy, że sobie poradzę, ale stres miałam taki jak przed ważnymi zawodami. I mówiłam kilka razy: „Tylko pamiętaj, ja muszę wystartować przed południem, obudzisz mnie z rana?” Nocowaliśmy w Porcie Grimaud, zatem do Cannes musieliśmy dojechać już w dniu biegu. Oczywistym było, że nie zdążę wystartować przed południem. Po prostu chciałam mieć ten stres za sobą.

Dookoła Półwyspu Iberyjskiego. Barcelona.

Od momentu przeczytania pewnej lektury Barcelona była moim absolutnym top miejscem na prywatnej mapie podróżniczej (którą skądinąd mam jedynie w głowie). Czas, jaki miałam na nią przeznaczony był oczywiście zbyt krótki. Wybór miałam prosty – albo rozkoszuję się jednym bądź kilkoma miejscami podczas urlopu albo urządzamy sobie szaleństwo podróżnicze w miarę możliwości. Wybraliśmy to drugie.

I Bieg Obrońców Płocka 1920 i 6. Półmaraton PWZ im. Janusza Kusocińskiego. W drodze do maratonu.

W ten weekend wystartowałam w dwóch biegach – na dystansie 10 km i półmaratońskim. Po prawie miesiącu przerwy w odczuwaniu tego rodzaju adrenaliny nieco zatęskniłam już za atmosferą imprez biegowych. Moim celem nie było jednak zaliczenie dwóch startów i powrót do domu z nowymi medalami. Zrobiłam to z myślą o wrześniowym maratonie, na który kilka dni temu się zapisałam. Takie szaleństwo nie bez metody. Jestem zadowolona z tej kombinacji, bo bieg w Płocku rozpoczynał się o 18, a półmaraton o 10 – spory wysiłek z krótką przerwą miał być kontynuacją budowania siły w nogach. W zdrowiu do mety maratonu – to moje motto przewodnie. Robię to, co przed każdym królewskim dystansem i lubię tę swoją metodę. Moje nogi też nie narzekają 🙂

cll44

Po lewej Płock, po prawej Błonie k. Warszawy.

Dookoła Półwyspu Iberyjskiego. Malaga, Walencja i to, co udało się zobaczyć po drodze do…

Po uroczej Tarifie i ciekawym Gibraltarze przyszedł czas na wybrzeże Costa del Sol. Naszym wyborem była Malaga, aczkolwiek jechaliśmy wybrzeżem przez znakomitą większość trasy, mogłam więc podziwiać krajobrazy nieustannie. Stolicy Wybrzeża Słońca nie zwiedziłam, poświęcając czas na bieganie. Najpierw przejechaliśmy część wybrzeża delektując się widokami i poszukując campingu, na którym moglibyśmy się zatrzymać na noc. Następnego dnia po leniwym poranku wróciliśmy tam, gdzie chciałam najbardziej a tak się również złożyło, że to właśnie w Maladze widziałam najciekawszą potencjalną ścieżkę do swojego prywatnego półmaratonu.

Powered by WordPress | Download Free WordPress Themes | Thanks to Themes Gallery, Premium Free WordPress Themes and Free Premium WordPress Themes