Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

„Droga, którą idę jest jak pierwszy własny wiersz”.

Kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z bieganiem nie brałam pod uwagę, że kiedykolwiek stanę na linii startu zawodów na 5 czy 10 km, nie wspominając o 42 km. Dawniej maraton kojarzył mi się ze zmienionymi trasami autobusów i biegnącymi ludźmi widzianymi z okna, którzy podejmowali nadludzki wysiłek na ulicach miasta. Kiedy 13.04.2013 wyszłam na swój pierwszy marszobieg, miałam na sobie ciepły dres i kurtkę, w której zimą jeździłam na snowboardzie. Czasem znajomi dziwią się, że pamiętam tę datę, a przecież to jedna z ważniejszych w moim życiu!

Pierwsze biegowe kroki postanowiłam stawiać korzystając z planu treningowego, który zakładał zmniejszanie w każdym kolejnym tygodniu (o pół minuty jeśli dobrze pamiętam) czasu poświęconego na marsz kosztem wprowadzania dłuższego truchtu.  I choć teraz najlepszą, najbardziej niezawodną metodą jest dla mnie słuchanie własnego organizmu, bardzo możliwe, że bez tej pierwszej znalezionej w sieci motywacji nie byłabym tu, gdzie jestem. Nie mając zegarka nie byłam w stanie dokładnie liczyć czasu, który zgodnie z planem należało poświęcić na marsz a następnie na trucht. Zmodyfikowałam więc ów plan, przystosowując go do własnych potrzeb. Postanowiłam przez czas trwania jednej piosenki iść, by później biec „na oko” przez pół minuty.

Muzyka leciała z telefonu, który trzymałam w dłoni. Po pierwsze dlatego, że nie miałam żadnego specjalistycznego ubrania z kieszenią czy saszetki, w której ów telefon nie skakałby w rytm muzyki. Po drugie dlatego, że co kilka minut miałam ochotę posłuchać innej piosenki – układanie biegowej listy odtwarzania nastąpiło dopiero po jakimś czasie. Na pierwszych marszobiegach nie miałam też słuchawek, ale to mi nie przeszkadzało, bo muzyka niosła się wśród pól 🙂 Była to niejednokrotnie muzyka w stylu takim, który zacytowałam w dzisiejszym tytule. Seweryn Krajewski, Marek Grechuta, Przemysław Gintrowski.. Włączałam piosenkę „Pokolenie” i nie przejmowałam się swoim tempem ani trochę. Czasem wracam do słuchania tych pięknych utworów podczas biegania, by przypomnieć sobie te niezwykłe początki.

Moja modyfikacja planu treningowego, w którym pokładałam tak wiele nadziei okazała się efektywna. Na tyle efektywna, że zamiast osiągnąć pierwszy poziom (bieg 30 minut bez przerwy) zarejestrowałam swój pierwszy sukces nie na 30. ale na 45. minucie biegu bez zatrzymywania się. Czułam radość nie do opisania. I to nie dlatego, że już zdążyłam pokochać bieganie, ale dlatego, że osiągnęłam coś, co wydawało mi się niewiarygodne. Już nigdy więcej nie miałam powiedzieć: „to nie dla mnie, łapię zadyszkę podbiegając do autobusu, a co dopiero bieg przez pół godziny bez zatrzymywania się?”. Od tamtej pory to ja miałam mówić tym, którzy jeszcze się o tym nie przekonali, że to jest możliwe! Co prawda z tą zadyszką nie jest tak do końca, bo szybki podbieg do autobusu nie przewiduje poświęcenia czasu na rozgrzewkę 🙂

Mój progres trwał niespełna miesiąc. Prawie 30 dni od pierwszego wyjścia w zupełnie nieamortyzowanych butach do przebiegnięcia bez żadnej przerwy 45 minut. A ile dni spędziłam na przekonaniu samej siebie, że się da, to moje. Wspomnień z tych starań nikt mi nie zabierze. Dla każdego z nas te wspomnienia są (albo dopiero będą) inne. Ja zaczęłam stawiać pierwsze biegowe kroki ponad trzy miesiące po tym, jak zaczęłam regularnie ćwiczyć. Sport nie był mi obcy (basen, rolki, rower, czasem fitness), ale dopiero wprowadzenie w życie pewnej powtarzalności dało mi pełną satysfakcję z własnych poczynań. Zmiana trybu życia, szczególnie mieszkania i pracy doprowadziła mnie do osiągnięcia wagi 5 kg większej „niż zwykle”, niż tej, którą od zawsze pamiętałam. Postanowiłam wówczas powiedzieć „STOP” i tak trwam do dziś, z tą różnicą, że już się nie ważę.

IMG_7549

Regularność treningów wykonywanych na dywanie przestała mi wystarczać i to był jeden z lepszych niedosytów, jaki mnie spotkał. Dzięki temu niedosytowi dziś cieszę się z biegania, odkrywając coraz to nowe pokłady energii w swoim ciele 🙂 Od czasu znalezienia pierwszego planu treningowego w sieci już niczego nie modyfikowałam, bo od tamtej pory na bieżąco sama decyduję o tym gdzie, jak długo i w jakim terenie dziś pobiegnę. Ograniczają mnie obowiązki dnia codziennego, które są siłą wyższą. Czasem też wolę poświęcić wolny czas innej osobie, czasem trzeba powalczyć z przeziębieniem. Resztę staram się mieć w swoich rękach. Jestem panią swojej pasji, a dzięki tej pasji czuję się bardziej pewną siebie, szczęśliwą, spełnioną panią własnego życia. Znacie to uczucie i też go nikomu nie oddacie, prawda? Nie oddawajcie, po prostu się nim dzielcie! 🙂

Aga

Posts published: 243

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.