Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

37. PZU Maraton Warszawski, pękamy z dumy na Stadionie Narodowym!

Meta na maratonie jest zagadką ale my jak „dzikie zwierzęta” walczyliśmy z własnymi słabościami do samego końca.

Simba: Stryju! Wiesz, co ci powiem?

Skaza: Nienawidzę zgadywanek.

Simba: Ja będę władcą Lwiej Skały!

Skaza: O jak się cieszę.

Simba: Widziałem dzisiaj nasze królestwo. Będę nim rządził i już.

Skaza: Tak, wybacz, że nie podskoczę z radości. Boli mnie grzbiet.

IMG_3856

Stadion Narodowy 27 września był królestwem maratończyków. Po wielu miesiącach przygotowań, podczas których gdzieś z tyłu głowy tliła się myśl o upragnionej mecie, nadszedł w końcu dzień będący ukoronowaniem miłości do biegania tysięcy pasjonatów. Takich dni nie brakuje w Polsce i na świecie – ci, co wybrali Warszawę czy Berlin piją dzisiaj szampana. I nawet jeśli nie mają siły „podskoczyć z radości, bo boli ich grzbiet”, teraz pewnie kochają ten ból. Ból, który jest przecież przejściowy i ma znaczenie mniej istotne, bo kluczową rolę gra dziś duma. Bądźmy z siebie dumni, bo na to zasłużyliśmy! 🙂

IMG_4071

Data maratonu to dodatkowe święto w kalendarzu biegaczy. I dlatego też jak do święta staram się do tego dnia podchodzić. Kiedy już przebrzmi dźwięk wcześnie ustawionego budzika zaczynam delektować się najpierw czarną gorzką kawą i słodkim śniadaniem, a później wkładam na siebie przygotowany wcześniej wygodny, ale i ładny strój. Emocje oczekiwania są porównywalne do tych, które towarzyszyły mi kiedy jako dziecko rozpakowywałam gwiazdkowy prezent. Nie ma możliwości, by prezent ten przygotowywany tak długo nie przyniósł spodziewanej radości na mecie, o ile znajdziemy się na niej cali i zdrowi. Czas jest sprawą ważną, ale dla mnie drugorzędną. Maraton to ważny sprawdzian własnych możliwości i kiedy jego przebiegnięcie staje się głównym celem sezonu czy roku, wtedy zawsze zwrócimy uwagę na wynik. Tak jest w moim przypadku. Chciałabym zawsze tylko zwracać uwagę na własny wynik, nie będąc nigdy swoim celem zaślepiona. Tylko wówczas będę mogła biegać z radością, kiedy pasja nie zmieni się w „biegam bo muszę”, cokolwiek by to „muszę” miało oznaczać.

IMG_4132

Dziś dałam z siebie tyle, ile mogłam. Nieco obawiałam się, że stres zniweczy w jakimś stopniu moje starania, bo niemal do usłyszenia strzału startera miałam drżące nogi. Przygotowanie fizyczne i psychiczne to jedno, ale pokora jaką czuję wobec dystansu maratońskiego sprawiała, że brałam pod uwagę różne ewentualności. Co będzie, jeśli po raz pierwszy podczas biegu dosięgną mnie skurcze, o których tyle się słyszy? A może się potknę, upadnę, poślizgnę (o puste opakowania po żelach najpewniej..) lub też rozboli mnie cokolwiek? Moje myśli wędrowały przed startem z prędkością jazdy na autostradzie. Kiedy już ruszyliśmy uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Starałam skupić się na celebrowaniu tych godzin, na które długo czekałam. Myślałam o wszystkich chwilach, które doprowadziły mnie do tego miejsca, o osobach, dzięki którym czułam się pewniej bo wspierały mnie mocno, wiedząc ile to biegowe święto dla mnie znaczy. Wizualizowałam sobie metę i cieszyłam się z każdego kolejnego kilometra, który nie przynosił mi bólu. Starałam się nie „frunąć” w pierwszej połowie wiedząc, że potem może mi zabraknąć siły w nogach. Większe zmęczenie przyszło na Moście Gdańskim, czyli już po 35. kilometrze. Tam powróciło mi wspomnienie wietrznego maratonu w Krakowie. Most był jednak niedługi a widok na Wisłę rekompensował utrudnienia. Poza tym, kto by się przejmował tak krótkim wietrznym odcinkiem, kiedy pogoda przez cały bieg była jak na zamówienie 🙂

IMG_4128

Każdy kolejny kilometr za mostem wydawał mi się nieco dłuższy. Niemniej tempo nie spadło znacząco i okazało się wystarczające, by złamać tę magiczną dla mnie barierę 4 godzin. Słuchanie siebie to najlepsze, co mogłam zrobić by do tej granicy dotrzeć i ją przekroczyć. Ten maraton to dla mnie kolejny dowód na to, że niemożliwego nie da się osiągnąć na siłę. Niemożliwe stanie się faktem wówczas, gdy pasja gra główną rolę w osiąganiu poczucia spełnienia. Na 42. kilometrze czułam się dość mocno zmęczona. Porównując jednak swój stan fizyczny do tego z maratonu kwietniowego, kiedy to płakałam na mecie nie tylko ze szczęścia, ale i trochę z bólu, dziś można było uznać, że energia mnie roznosi wciąż 😉

IMG_4137

Smaku sukcesu wynikającego z realizacji siebie poprzez pasję nie da się porównać z niczym. I choć od sukcesu biegowego boli często całe ciało a radość zdarza nam się wyrażać kulejąc, myślę że mało kto zamieniłby ten ból na kanapowy relaks 🙂 Mimo że niejednokrotnie zmęczenie jest tak silne, że upragniony odpoczynek poprzez sen nie nadchodzi długo, nie przejmujemy się tym, bo gdy tylko nadejdzie wieczór poczujemy kojącą moc szampana 🙂

IMG_4150

Życzę Wam i sobie, by satysfakcja sportowa znajdowała odzwierciedlenie w życiu prywatnym i zawodowym. Jeśli dziś nie możemy skakać z radości to tylko dlatego, że tak bardzo się napracowaliśmy. Najpierw przejściowy ból, później duma, która pozostanie na zawsze!

Aga

Posts published: 235
Wyszukiwarka

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.