Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Patrzę pod nogi i widzę początek trasy biegu z przeszkodami.

Przygotowuję się do wiosennego maratonu. Staram się robić wszystko, co wydaje się być dla mnie dobre na drodze do osiągnięcia celu. Nie mam ściśle określonego planu treningowego i nie trenuję pod uzyskanie określonego czasu. Maraton to jednak mój główny start sezonu, dlatego cieszę się, kiedy widzę postęp i pokonuję kolejne bariery – nie tylko czasowe, jestem też coraz mniej „zmasakrowana” fizycznie po tym dystansie. Biegam i ćwiczę regularnie, bo zależy mi na tym, by dobiec do maratonu w zdrowiu i dobrej kondycji psychicznej (a tej nie przysłuży się na przykład przetrenowanie). Czasem stwierdzam, że robię za dużo i następny trening, który teoretycznie powinnam wykonać, z bólem serca odpuszczam. Zdarza się i tak, że nie odpuszczę, a później muszę zrobić o jeden dzień dłuższą przerwę. To boli jeszcze bardziej. Bywa i tak, że nie znajdę w ciągu dnia nawet jednej godziny na ćwiczenia. Wówczas nie szukam tej godziny za wszelką cenę.

Nagle po dwóch, trzech tygodniach od powrotu do normalności (czyt. regularności treningów) okazuje się, że mogę robić wszystko, co ma mnie doprowadzić do celu, ale nie to ma największe znaczenie. Nie chęci i starania są najważniejsze. Silna wola może się schować, przynajmniej ta sportowa. Powinnam przejść kurację nie mającą nic wspólnego ze sportem i okazuje się, że życie zaczynają determinować jej skutki uboczne. Jedna substancja, która miała pomóc w pokonaniu innego problemu na tle zdrowotnym, po cichutku wkrada się w organizm, chcąc zniweczyć moje plany. Od dziś jestem na wzmożonej konsultacji lekarskiej i dalej będę robić wszystko, by móc biegać rozsądnie i nie rezygnować przy tym ze swoich planów w miarę możliwości. Dzięki szybkiej reakcji jest duża szansa na dotarcie do linii startu wiosennego maratonu, który niestety nastąpi planowo jeszcze w trakcie przyjmowania leków.

Dlaczego o tym mówię? Każdy z nas ma swoje sprawy prywatne, których nie chce wynosić na forum publiczne, i jest to zupełnie zrozumiałe. Każdy z nas ma też inny organizm i inne predyspozycje, inną przeszłość sportową i inne przypadłości. Uważam, że dzieląc się tym, co kocham robić, mogę Was zainspirować nie do tego, byście naśladowali mój tygodniowy czy miesięczny kilometraż, ale do tego, byście znaleźli własną drogę w swoje pasji. Gdyby wydarzyło się coś, co poważnie zagrażałoby mojemu zdrowiu, nigdy nie próbowałabym Wam wmówić, że trochę mniej biegam, bo trochę mniej lubię. Zawsze jednak należy wziąć pod uwagę to, że mamy w życiu codziennym tysiące różnych problemów, z których wręcz nie powinniśmy się tłumaczyć.

Znalezienie własnej drogi i godzenie się z zakrętami, na których się znajdujemy może moim zdaniem doprowadzić do sukcesu, czy to na własnym polu czy w danej społeczności.

Ja dobrze odnajduję się na częstych startach przy jednoczesnym braku parcia na wynik. Biegam zwykle szybciej niż pokonując kilometry samotnie i uważam to za połączenie doskonałej motywacji z idealną formą spędzania czasu i poznania nowych miejsc. Do biegów, które mnie do siebie przyciągają dostosowuję intensywność treningów w dni około startowe. Bawię się bieganiem w podróży zawsze, gdy tylko mam taką sposobność. Jednocześnie staram się nie wybierać zawodów, które mogłyby mnie zbyt mocno obciążyć kosztem maratonu. Często planuję starty w ostatniej chwili, ale zawsze przecieranie szlaku wiąże się z małym rachunkiem sumienia – czy na pewno czuję się na siłach i nie odpokutuję za to, nie daj Boże, przerwą od biegania. Ryzyko istnieje, można się przecież przewrócić idąc po chodniku. Gdybym cały czas bała się, że upadnę, na wszelki wypadek nie poszłabym biegać niezależnie od tego czy pod swoim blokiem, czy na zawodach. Maraton to dla mnie od pewnego czasu jedna z najprzyjemniejszych i najbardziej motywujących obaw.

To nie sztuka skonstruować super plan, /Wszystko z góry mieć zaplanowane. /Sztuka z losem grę prowadząc sam na sam, /Nie bać się przegranej i wygranej.” To, co napisał Tomasz Misiak, a zaśpiewała Alicja Majewska jest dla mnie szalenie ważne nie tylko w sferze sportowej. Życie potrafi kopać nieoczekiwanie i mocno, to od nas zależy, czy tym kopniakiem się zmotywujemy, czy się na niego obrazimy. Tylko w tym pierwszym przypadku można nie bać się wygranej.

IMG_2252

Maraton stał się dla mnie tłem do wytłumaczenia mojego punktu widzenia w kontekście naśladowania poczynań innych sportowców amatorów. Możemy mieć wszyscy na wiosnę jeden cel i zrealizować go na bardzo wiele sposobów. Może moje tabletki Tobie by nie zaszkodziły, a moje częste starty okazałyby się dla Ciebie zbyt obciążające bo narzucałbyś sobie bardziej ambitne tempo? Słuchaj swojego organizmu, innymi biegaczami się inspiruj! 🙂

Aga

Posts published: 246

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.