Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Czy słuchanie własnego organizmu jest dla mnie łatwe?

Czy w ogóle można uznać, że łączenie życia prywatnego, zawodowego i tej jakże ważnej przestrzeni – sportowej jest łatwe? Często bywa tak, że przyjemnie jest dopiero po. Po skierowaniu się w stronę tej odskoczni, jaką jest aktywność fizyczna. Z jednej strony odskoczni, z drugiej nawyku, bez którego dzień staje się niepełny, nawet ten celowo mniej intensywny.

IMG_0060

Podobno myślenie „co będzie, gdy będzie, jak będzie, bo będzie” jest bardzo w stylu kobiecym. Muszę przyznać, że pod tym względem nie jestem wyjątkiem. Rozmyślam, zastanawiam się, rysuję w głowie tabelę plusów i minusów – jak to będzie na następnym treningu (kiedy, gdzie, jak długo, czy będzie padać, czy mam wyprane swoje ulubione legginsy) a gdy już nadchodzi owo „kiedy”, które było przedmiotem moich rozważań, być może przewracam się właśnie na drugi bok, czy to o poranku, czy podczas drzemki popołudniowej.

No właśnie, jak to będzie, jeśli znowu mi się nie uda zrealizować założenia, które narodziło się dobę wcześniej? Przecież tak bardzo chcę i przede wszystkim mogę. Mam siłę, zdrowie, czas… I co zrobić, kiedy pojawia się „ale” w postaci dużego zmęczenia, niewyspania? Czasem wychodzę biegać, wówczas się rozbudzam i funkcjonuję z jeszcze większą werwą przez resztę dnia. Jestem wtedy z siebie bardzo dumna! Jednak nie walczę ze sobą usilnie. Przede wszystkim dlatego, że robię to dla siebie (trochę tylko dla bliskich, bo gdy pozostaję zbyt długo bez ruchu, staję się nieznośna dla otoczenia 🙂 ). Nie zawsze, gdy wychodzę z domu bo a nuż przełamię senność, dokonuję właściwego wyboru. Słuchanie własnego organizmu to trochę jak słuchanie głosu rozumu. Ale serce lubi być górą. Pozwalam mu na to, bo to ono zapewnia mi od zawsze odpowiednią dawkę „motyli w brzuchu”. A te nie raz pretendowały do miana nadających sensu życiu.

Możliwe, że nie raz pod względem słuchania siebie przeholuję. Z zachłanności do biegania. Uważam, że to normalne, dopóki chodzi o chwilowe zmęczenie materiału, a nie kontuzję. Chociaż… ta zmora też może dopaść każdego, nawet najrozsądniejszego biegacza. Tłumaczenie się na zapas z tego, co może nastąpić jest jednak bez sensu. Chciałabym skupić się przez chwilę na tym, co mnie ostatnio dotknęło osobiście, a o czym wspominałam tutaj.

IMG_0003

Mniej więcej trzy tygodnie po Maratonie Warszawskim zaczęłam przyjmować izotretynoinę. Najsilniejsza substancja z dostępnych, jeśli chodzi o walkę z problemami skórnymi. Nie było ze mną aż tak źle, bym musiała uciekać się do ostatecznych rozwiązań, ale uznałam, że skoro od lat gdzieś z tyłu głowy ten problem mnie nurtuje, pójdę za radą mojej lekarki i zacznę przyjmować Axotret. Zostałam zapewniona, że na kondycję to nie wpłynie. Wcześniej leczyłam się w tym samym gabinecie innymi metodami, które okazały się być doraźne. Październik był dobrym momentem na podjęcie próby – tuż po jesiennym maratonie, a na dość długo przed wiosennym.

Niestety, okazało się, że coraz gorzej się czuję. Początkowo objawy zrzucałam na inne czynniki. Może ciężki oddech to przez smog? Brzmi śmiesznie? Chyba niekoniecznie. Może brak chęci do działania to kolejne niepowodzenie w planach prywatnych? Może ból stawów to źle dobrane nowe buty do biegania? Kiedy doszedł do tego ból obu pięt i męczył mnie ból żołądka po każdej dwa razy dziennie przyjmowanej tabletce pomyślałam, że to za duży zbiór przypadków. Natychmiastowa konsultacja z lekarzem, odstawienie leków na próbę przez 3 tygodnie, potem planowane wejście na zmniejszoną dawkę. Muszę dodać, że aby izotretynoina przyniosła trwały skutek, należy ją przyjmować od 6 do 8 miesięcy. Jeśli półtora miesiąca z tym lekiem tak mnie zniszczyło (inaczej nie umiem tego nazwać, choć wiem, że mogłoby być ze mną dużo gorzej), to co byłoby po pół roku? Wolę o tym nie myśleć. Obecnie przy umiarkowanej aktywności fizycznej (mniej, wolniej, rzadziej), zaczynam czuć poprawę. Wstaję rano bez bólu, i, co wprowadza mnie w największą euforię, bez bólu biegam.

Teraz, kiedy patrzę na wszystko z perspektywy czasu, zaczynam rozumieć siebie, swoje ciało, moją reakcję na te wszystkie czynniki. Byłam bliska wyrzucenia ulubionych butów do biegania (leżą w głębi szafy), bo wydawało mi się, że się „skończyły”. Kupiłam kolejne, przebiegłam w nich 3-4 razy, by stwierdzić, że najwyższy poziom amortyzacji, jaki oferuje dana marka doprowadza mnie do bólu pięt i źle wpływa na kolana. Kupiłam następne, i to przy nich mnie… olśniło? Kolejne idealnie leżące na nodze, amortyzowane tak jak lubię najbardziej. Skonsultowałam się z innym lekarzem, dostałam zakaz przyjmowania izotretynoiny, zalecenie przyjmowania kolagenu przez pewien czas, i przede wszystkim lepsze samopoczucie. Nie przypominam sobie, by zakaz czegokolwiek tak pozytywnie na mnie wpłynął 🙂

W grudniu Falenica stała pod znakiem zapytania, ba, całe moje bieganie wydawało się jakieś mniej pewne, ale po delikatnym stawianiu kroków w ostatnich treningach jestem już w stanie odrobinę przydepnąć 🙂 Czuję, że bez reakcji w porę, mogłoby to skończyć się źle.

IMG_0090

Czasem odpowiednie słuchanie własnego organizmu możliwe jest dopiero po czasie. Chyba że ktoś potrafi przewidzieć przyszłość… To, co robimy dziś, może przynieść efekt dopiero podczas bliżej nieokreślonego jutra. Właściwie tak bywa bardzo często. Nie ma sensu mieć w takim momencie pretensji do siebie, czy też na przykład do lekarza, który chce dla nas dobrze. Przekonałam się jeszcze mocniej, jak dużej uwagi wymaga słuchanie siebie. W obliczu pewnych sytuacji fakt, że zrobisz o jeden trening w tygodniu za dużo przestaje mieć większe znaczenie. Jeśli nagle okaże się, że krok, który zrobiłeś miesiąc, a może pół roku temu dziś mocno plącze Twoje nogi i musisz zatrzymać się na dłużej, doceń to, że jeszcze nie przewróciłeś się z hukiem i jest ktoś, kto poda Ci rękę. Mówię to jako przestrogę, którą pragnę utrwalić również sobie. Nie wiem ile jeszcze razy przyjdzie mi wsłuchiwać się we własny organizm tak bardzo wstecz. Wiem, że nawet jeśli kilkukrotnie musiałabym zaczynać walkę o swoją formę na nowo, nie poddam się. Warto 🙂

Aga

Posts published: 243

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.