Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Co robi komputer treningowy na moim nadgarstku?

Kiedy zaczęłam swoją przygodę z bieganiem, do pomiaru dystansu nie służyło mi długo, długo nic. Wiedziałam, że odcinek, na którym truchtam wynosi niemal dokładnie dwa kilometry w jedną stronę, bo znałam go od urodzenia. Dość szybko zaczęłam wydłużać dystans, i po mijających minutach mniej więcej domyślałam się, ile on wynosi. Tak jak już kiedyś Wam wspominałam, początkowo biegałam z muzyką w telefonie (bez słuchawek), zatem trzymając moje „mp3” w ręku widziałam, ile czasu upłynęło po dwóch kilometrach i ile później. Kiedy czas biegu wydłużył się, wiedziałam, że mam za sobą cztery kilometry, a w głowie rysowała się szczęśliwa ósemka. To było coś!

Próbuję sobie przypomnieć, kiedy zaczęłam używać jakiejkolwiek aplikacji, która zaczęła mierzyć dystans (zawsze lubiłam wiedzieć, ile przebiegłam, nawet jeśli ta wiedza była mocno orientacyjna – a przez długi czas była). Tempo w swoich wyliczeniach „z pamięci” pomijałam zupełnie. Próbuję sobie przypomnieć i nie mogę uwierzyć. Minął ponad rok zanim przyjaciel pożyczył mi telefon z funkcją GPS (to był model przedpotopowy w porównaniu z dzisiejszymi smartfonami, ale jednak był!) Moje mp3 z opcją dzwonienia nie miało możliwości zainstalowania porządnej aplikacji, ba, nawet na Facebooku logowałam się bezpośrednio przez stronę internetową 🙂 Między kwietniem 2013, kiedy postawiłam swoje pierwsze biegowe kroki a majem 2014, kiedy to po raz pierwszy wystartowałam w zawodach, nie miałam niczego, co podpowiedziałoby mi, z jakim tempem biegnę. Niczego poza swoją własną logiką 😉

12511569_545066258989757_40270514_n

fot. Zbigniew Myśliński, Białołęcki Bieg Wolności

Później przyszedł czas na mojego pierwszego smartfona z prawdziwego zdarzenia, dzięki któremu rozpoczęłam przygodę z Endomondo. Byłam szczęśliwa z tego powodu, ale czy było mi to niezbędne, skoro wcześniej radziłam sobie bardzo dobrze po prostu biegając dla lepszego samopoczucia, dla zdrowia, dlatego że już musiałam, bo tak bardzo ten sport pokochałam? Wcześniej, przygotowując się do pierwszego startu na 10 km miałam dystans odmierzony… jadącym obok samochodem 🙂 Co to są za wspomnienia! Aż nagle wkroczyła w moje życie technika, która mogła okazać się zgubna. Uzależnienie od tempa to coś, czego do dziś chcę uniknąć. Między innymi dlatego też nie sądzę, bym kiedykolwiek poddała się odgórnemu planowi treningowemu. Skąd osoba tworząca tabelkę może wiedzieć, na ile siły czy ochoty będę miała danego dnia? Ale nie o tym dziś, nie lubię odbiegać od tematu 🙂

Teraz chcę powiedzieć głośno, że Endomondo nie zmieniło mojego podejścia do biegania poprzez większy nacisk na wyniki, nie zatraciłam się w przeliczaniu sekund, nigdy nie zrobiłam porządnych „tempówek” na określony czas. Mierzalność dystansu i tempa przełożyła się jednak na większą świadomość. Do samego końca korzystania z tej aplikacji (korzystam w zasadzie do dziś, ale już tylko online, przesyłając swoje treningi z komputera treningowego) nie zdarzyło mi się ani razu, bym włączyła „stop” stojąc na światłach czy też zatrzymując się w biegu z jakiegokolwiek innego powodu. Ale już na swoich częstych startach w zawodach mogłam bardziej rzetelnie kontrolować tempo i przykładać się wtedy, kiedy bardziej mi na tym zależało, choćby na ważnym półmaratonie poprzedzającym maraton czy też na samym maratonie. Chociaż… wiemy wszyscy doskonale, że tego typu aplikacje (a przynajmniej tak mi się wydaje?) podają czas, w jakim przebyliśmy ostatni odcinek (kilometr). Nie można więc powiedzieć, że Endomondo jest doskonałe w rzetelnym kontrolowaniu tempa. Dla mnie pełniło ono funkcję przede wszystkim informacyjną. Zdarzało mi się startować ze zwykłym zegarkiem, w którym nawet nie chciało mi się ustawiać stopera (zapomniałam, jak to się robi, odpuściłam i czasem po prostu odliczałam orientacyjnie minuty od momentu startu 😉 ), bo skoro organizatorzy dbają o oznaczanie każdego kilometra na trasie, odrobina matematyki dla potrzeb mojej orientacji była wystarczająca. W ten sposób mam odnotowany obecny rekord na 10 km – przez elektroniczny pomiar czasu oczywiście.

IMG_0112

Ja i technika nie bardzo się lubimy. Jak więc to się stało, że posiadam Polar M400, który tak bardzo polubiłam? Zapragnęłam widzieć na bieżąco pokonywany dystans i tempo, a poza tym… poza tym nic oprócz wyglądu zegarka mnie nie interesowało. Oczywiście zależało mi na tym, by pomiary te były możliwie najdokładniejsze i to właśnie na tym skupiałam się, wypytując sprzedawców o moje przyszłe cudeńko. Ach, i jeszcze chciałam czuć wibracje po pokonaniu jednego kilometra, tego jednak nie posiada wybrany przeze mnie komputer treningowy. Nie stanowi to problemu – słyszę „pikanie” i to mi wystarcza, nawet przy ruchliwej ulicy. Najdziwniejsze jest to, że ten Polar początkowo w ogóle mi się nie podobał. Prawdopodobnie dlatego, że mój poprzedni zegarek sportowy (bez GPS’a) też był biały i podobny kształtem – znudziło mi się 😉 Upatrzyłam sobie zegarek o 300 zł droższy, bo ładniejszy, hmm… Teraz uważam, że mój zegarek jest najpiękniejszy! Pierwszy raz przetestowałam go na Półmaratonie Świętych Mikołajów w Toruniu i polubiłam już na mecie, gdy pokazał dystans niemal idealnie równy półmaratońskiemu.

Nie posiadam pulsometru, dzięki czemu nie tylko zaoszczędziłam około 150 zł, ale też nie dostałam pasa do mierzenia tętna, który leżałby teraz niechciany na dnie szafki. Nigdy nie mierzyłam pulsu podczas biegu i nie czuję takiej potrzeby. Bieganie kocham za poczucie wolności, jakie mi daje, nie za wyniki, nie za cyferki. Zresztą jak mam się tłumaczyć z nieużywania pulsometru, skoro nigdy go nie testowałam? Byłoby to bez sensu. Być może są wśród Was osoby, które moje zdanie rozumieją, a nawet podzielają. Zegarek z GPS’em nie sprawi, że widząc rzekomo zbyt wolne tempo, przyspieszę, gdy nie będę miała na to siły. Dzięki niemu jednak zyskuję większą wiedzę na temat moich biegowych możliwości i mogę bardziej realnie marzyć o tym, na ile na podstawie tych treningów będzie mnie stać w dniu maratonu, który jest moim celem na ten sezon 🙂

Komputer treningowy – lepiej posiadać czy nie posiadać? Oto jest pytanie! 🙂 Odkąd go noszę na swoim nadgarstku uważam, że wspaniale jest go mieć. Nie trzeba liczyć na „urywanie sekund” by czuć radość z posiadania zegarka z GPS’em, jestem na to dobrym przykładem. Moim zdaniem do takiego zegarka dobrze jest dorosnąć, zyskać świadomość na temat tego, czego od biegania oczekujemy. Biorąc pod uwagę fakt, że zależało mi na pomiarze dystansu, tempa, na wibracjach (których ostatecznie mój zegarek w funkcjach swych nie posiada), a jako dodatkowy bonus otrzymałam mierzalność kroków i dziennej aktywności w % (lubię to!), prawdopodobnie nieco przepłaciłam. Jestem świadoma, że wielu spośród Was robi dużo bardziej wnikliwą analizę swoich treningów, wykorzystując o wiele więcej funkcji komputera treningowego aniżeli ja. Niemniej, mój zegarek jest najtańszym z dostępnych na rynku, spośród tych, które mierzą dystans, tempo, kroki i aktywność dzienną – a są to rzeczy, za które ja osobiście cenię sobie Polar M400 (choć te kroki… hmm, lubię wiedzieć, że są mierzone, ale nie analizuję ich jakoś szczególnie 😉 ). GPS sprawuje się dobrze a tempo przyspieszę i tak tylko wówczas, gdy opcja prywatna #mamtęmoc na to pozwoli. Wiem, że mój zegarek potrafi się połączyć z telefonem (opcja odbierania powiadomień na nadgarstku), ale tak daleko moja kobieca wyobraźnia techniczna jeszcze nie sięgnęła. Nie mówię nie, może uda mi się zmobilizować do odkrycia tajemnic Polara, pewnie jeszcze w jakiś sposób zaskoczy mój pierwotny pod kątem nowinek technologicznych instynkt? 🙂

IMG_0052

Jeśli zastanawiacie się nad kupieniem swojego pierwszego komputera treningowego, poradzę Wam w myśl słów, jakie sama, ogromnie niezdecydowana przy zakupie usłyszałam w warszawskim sklepie: nie warto przepłacać za swój pierwszy zegarek z GPS’em – dobrze jest sprawdzić organoleptycznie, co nam potrzeba do szczęścia, potem ewentualnie zbierać fundusze na gadżet z wyższej półki. U mnie zegarek sprawdził się bardzo dobrze, i choć początkowo sądziłam, że „jest taki nieładny, za jakieś trzy miesiące postaram się go wymienić na lepszy model”, na tę chwilę zmieniłam zdanie i przy swoim wyborze z przyjemnością zostaję 🙂

Aga

Posts published: 242

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.