Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Możliwości czy ambicje? Dziś stanęłam przed koniecznością dokonania wyboru.

Bieganie uczy pokory. Tak jak wiele innych wypadkowych będących częścią naszej codzienności, to prawda. Dlatego lekcję, jaką dostajemy od sportu, możemy przełożyć na każdy inny, równie ważny rozdział życia. Mówią, że w biegu hartuje się charakter i myślę, że nie sposób się z tym nie zgodzić. Z tym że nie hartuje się on od razu ze słabszego na super mocny. Ta stal, która w naszej głowie zaczyna odgrywać kluczową rolę w trudnych sytuacjach nie podnosi nas natychmiast ot tak do pionu. Byłoby wspaniale, gdybyśmy ze zziębniętych zimą istot po rozpoczęciu przygody z bieganiem z nagim torsem (bo przecież się rozgrzeje) i rozpostartymi ramionami przyjmowali bezboleśnie cięgi od życia niezależnie od panującej aury. Królowie i Królowe życia , oj jak dużo by nas było na tym świecie, bowiem dosięgając punktu niegdyś nieosiągalnego wiemy już, jak dokonywać rzeczy niemożliwych. 5, 10, 15, 21, 42, ultra, nieskończenie długi bieg dla którego gotowi byliśmy poświęcić większość wolnych chwil. Ba, gotowi byliśmy poświęcić rzeczy co najmniej równie ważne, o ile nie ważniejsze – rodzinę, przyjaciół, zdrowie. A to wszystko po to, by dowiedzieć się, że nie jesteśmy nieśmiertelni w swej pasji.

IMG_0330

Jestem jedną z tych osób i nie potrafię przestać próbować wyczuć granicy własnej wytrzymałości. Staram się to wszystko robić z głową, myśleć o głównym celu na najbliższy sezon nie zaniedbując przy tym osób, na których mi zależy i, co ogromnie ważne, nie zaniedbując własnego zdrowia. A jednak czasem zaniedbuję i muszę się do tego przyznać. Nie ma mnie przy najbliższych w niemal wszystkie weekendy – z powodu pasji. W dni robocze czasu do wyłuskania jest niewiele. Kiedy go znajduję, wychodzę biegać. Nawet jeśli po raz pierwszy kilka razy z rzędu trafiam na mocno oblodzone i zaśnieżone ścieżki. Ja nie dam rady?! Pewnie, że dam. Dziś. Jutro życie mnie zweryfikuje. I tak będę błądzić między jednymi wyrzutami sumienia a drugimi, a wygra trening, bo przecież mam jasno wytyczony cel! Cel nie poczeka, data 3 kwietnia 2016 od miesięcy tkwi w mojej głowie jako ważna. A ludzie? Poczekają? Teoretycznie tak, pytanie tylko jak długo, bo później obiorę sobie kolejny cel i znowu wmówię sobie, że poczekają. A moje ciało, czy to wytrzyma? Nie wiem, jak się ono zachowa na mało znanym sobie podłożu. Dlaczego w to brnę? Ach tak, cel…

Dostałam dziś obuchem w głowę. Zajrzałam w swój kalendarz i zastanowiłam się nad własnym rozsądkiem bądź jego brakiem. 3 kwietnia mam maraton, a niemal do końca marca co tydzień w kalendarzu zapisane biegi górskie. Jeśli już zdecydowałam się wykupić cały pakiet (12 biegów), wypadało zapisać sobie daty. Szkoda, że nie postąpiłam odwrotnie – najpierw zdać sobie sprawę z tego, że tej zimy nie mam tak dużo siły w nogach, by dłuższe wybiegania, które są mi potrzebne do startu w maratonie podporządkować podbiegom. Nie, nie i jeszcze raz nie. Jeśli uda mi się ukończyć te dwa cykle (zdaje się, że do jednego z nich pozostał wymagany jeden start, na szczęście na 6 kilometrów), będzie dobrze, jeśli nie… Chyba nie będę się martwić. Analizując ewentualne wybiegania 20+ pod kątem maratonu musiałabym wykluczyć większość weekendów aż do kwietnia. Uważam to za nonsens. Postanowiłam odważyć się na zmianę punktu widzenia. Nie w kontekście publicznym, bo rozważania na temat szczerości mojej jako biegaczki względem Was nie podlegają dyskusji. Nie po to prowadzę tę stronę, by zdawać kłamliwe relacje. Odważyłam się na szczerość przed samą sobą – miałam do wyboru pójść obraną nieco pochopnie drogą albo zmienić ją, przyznając się do błędu we wstępnych założeniach.

Rok temu dałam radę – wówczas nie musiałam wypłukiwać silnego leku z organizmu. Teraz wsłuchałam się w siebie i poczułam ulgę dopuszczając moje ciało do głosu. I już się cieszę na myśl wzięcia udziału we wszystkich dłuższych wybieganiach, na które mam ochotę, nie martwiąc się, że przepadnie mi wykupiony wcześniej start w biegu górskim. Podbiegi będę oczywiście robić – albo na trasie biegu zorganizowanego sama albo razem z Wami – jeśli tego dnia ten start nie będzie stanowił obciążenia dla moich stawów względem głównego treningu w tygodniu. A nuż dam radę? Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że nie wolno robić niczego na siłę!

mddm

fot. Marcin (Bóbr Tłuszcz)

To nie jest rozważanie na płaszczyźnie serce – rozum. To głośnie zastanowienie się nad tym, na ile wypowiedziane przeze mnie A warunkuje późniejszym powiedzeniem B. Na ile fakt, że wykupiłam starty na 12 biegów po podwarszawskich wydmach będzie rzutował na podporządkowywaniu im weekendów, skoro wiem, czuję, że powinnam postawić na inną jednostkę treningową? I to wcale nie taką, do której będę się zmuszać. Ja chcę! Biegam bo chcę! I dlatego przygotuję się do maratonu tak jak chcę teraz a nie tak jak chciałam miesiąc czy dwa miesiące temu.

Czy ludzie, których kocham rozumieją ten sposób na życie? Czy wybaczą mi to, że zamiast zamienić priorytety ze startów w biegach górskich na dłuższe wybiegania nie uwzględniam ich w planowaniu wolnego czasu w weekendy? Wierzę, że tak, bo zdążyli zauważyć, czym jest dla mnie przecieranie szlaków i że bez tego trudno byłoby mi odnaleźć tę samą pełnię szczęścia. Wiedzą oni, jaki jest numer „alarmowy”, pod który należy dzwonić gdyby cokolwiek się działo i choć osoba, która go odbierze prawdopodobnie nie przerwie mi biegu by mnie nie martwić, zaraz za metą jestem gotowa by być przy nich mentalnie i fizycznie najszybciej jak się da. Biegam po to, by zyskiwać siłę również dla tych osób – bo jest to naturalna kolej rzeczy, że człowiek spełniony jest w stanie dać z siebie więcej.

Dlaczego o tym piszę? Chcę podzielić się z Wami przekonaniem, że należy na pierwszym miejscu stawiać własne możliwości a potem dopiero ambicje, nie odwrotnie. Ja przez moment o tym zapomniałam.

Aga

 

Posts published: 245

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.