Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Forest Run. Każdy jest kowalem własnego tempa.

Zimowy Forest Run odbył się wiosną 7 lutego 🙂 A mnie miało na nim zabraknąć! Wstępne moje plany na niedzielne wybieganie były inne, postanowiłam dać jednak sobie szansę na nowej, nieznanej trasie. Ale najpierw tę szansę musieli dać mi organizatorzy, bo na zapisy online się spóźniłam. Uważam to za świetny wybór, tym bardziej, że marzył mi się wyjazd w dalszą trasę. Możecie mi zadać pytanie, kiedy taki wyjazd mi się nie marzy 😉 Raczej rzadko. Może kiedy jestem chora albo gdy nic nie jest w stanie oderwać mnie od dobrej książki. W życiu mi to i pomaga i czasem przeszkadza. Ale do rzeczy, przenosimy się do lasu!

IMG_1673

W sobotę kipiałam z radości na myśl o niedzielnym starcie. Po północy jednak moja radość zaczęła stopniowo ustępować miejsca obawom, że nie dam rady. Nogi dadzą radę, głowa da radę, ale fakt, że miałam niemal białą noc mógł przekreślić poważnie szansę na upragnioną metę. Ostatecznie skończyło się na dwóch godzinach snu. Nie mogłam zasnąć ze stresu. Podczas śniadania ręce drżały mi z niewyspania a panika wciąż rosła. 23 kilometry po zróżnicowanym terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego (ostatecznie stanęło chyba na pełnych 22 kilometrach) to nie przelewki. Jadąc na start, kurczowo trzymałam się myśli, że o 12.30 będzie już po wszystkim a przede mną będzie niemal cała wolna niedziela. Wiedziałam, że będę musiała dać z siebie więcej, niż zazwyczaj podczas zawodów. Jednego byłam pewna, nie poddam się bez próby.

Trasa była przepiękna. Pierwsze kilka kilometrów to tylko jeden większy podbieg. Zabawa rozkręcała się wraz z kolejnymi odcinkami. Coraz większe urozmaicenie terenu stopniowo dawało mi się we znaki. Pierwsza poważna przeszkoda czyhała na 15. kilometrze, kiedy to przed oczami zawodnikom ukazały się strome schody w dół. To nie było łatwe zejście, ale nie było też jeszcze tragedii. Kolejny minus (jaki znowu minus, a kto twierdził, że im trudniej tym lepiej?! 😉 ) to dość stromy podbieg pod górę zaraz po pokonaniu ostatniego schodka. Uff, poszło! Dalej było trudno, ale nieco z innego powodu. Trasa prowadziła wąską ścieżką nad bezpośrednio sąsiadującym jeziorem, do którego można było (przynajmniej w mojej wyobraźni) dostać się łatwo poprzez… upadek na strome zbocze. Myśli moje na tym odcinku ciągle krążyły wobec potencjalnego zagrożenia, ale było to też ekscytujące! Na szczęście tam nikt nie wpadł na pomysł wyprzedzania mnie, więc nie miałam powodu do większej paniki 🙂 Kilkaset metrów po minięciu jeziora dojrzałam niemal z bólem podbieg, który od razu zakwalifikowałam do tych z rodzaju podejścia. Po „spacerku” w górę wszystko zapowiadało rychło nadchodzący koniec biegu. Jeszcze jakieś 5 kilometrów do mety. Po minięciu ostatniego punktu odżywczego byłam już mocno zmęczona, ale jak mantrę powtarzałam sobie: „nie walczysz dziś o czas, walczysz o metę, jedną z ważniejszych przed maratonem”. To naprawdę pomagało! Jeszcze trochę i miałam mieć mocny trening z nogach. Gdy w okolicy 19. kilometra (może to był 20. kilometr? Wybaczcie jeśli się odrobinę mylę, i tak wyjątkowo dużo pamiętam z tej trasy) zobaczyłam górkę, ale tym razem prowadzącą w dół, w kącikach oczu pojawiły się łzy ulgi. A za kilka chwil znowu duży podbieg, tego już było za wiele! 😉

IMG_1805

Meta wydała mi się wtedy taka odległa… Biegłam coraz wolniej, zaczęło mnie mdlić, ciągle słyszałam okrzyki ze strefy mety, a nie mogłam jej dojrzeć. W końcu pojawiła się ona, ostatnia prosta. Prowadziła pod górę, a jakże! Wtedy szłam. Zdecydowałam się na dobiegnięcie ostatnich około dwustu metrów. Na mojej twarzy malował się uśmiech, ale czekający na mnie fotograf widział, że jeszcze chwila wysiłku i będzie ze mną źle. Dostałam picie, folię termiczną i powoli zażegnywałam kryzys. To był dla mnie trudny wyścig z samą sobą. Starałam się wyważyć siły jak najrozsądniej. Teraz, po dziesięciu godzinach od znalezienia się na mecie mam ochotę wskoczyć w buty do biegania i poznać się bliżej z Nysą Łużycką, która płynie pod moim oknem w Zgorzelcu.

Forest Run pozwolił mi poczuć w 100%, co to znaczy walczyć ze sobą do samego końca. Zapamiętam go mimo wszystko jako bieg zwycięski. Trasa, wiodąca przez Wielkopolski Park Narodowy jest warta zanotowania na wypadek, gdybyśmy znaleźli się w pobliżu i chcieli zagłuszyć śpiew ptaków własnym ciężkim oddechem 🙂 Bardzo, bardzo polecam!

IMG_1812

Aniu, dziękuję za wspólnie spędzony czas po biegu. Część bólu odpłynęła zaraz po wymianie z Tobą doświadczeń, jakie spotkały mnie na trasie i tuż po przekroczeniu linii mety!

Mówiłam, że to nie koniec mojego przecierania szlaków w Wielkopolsce? Nie kłamałam 😉

Aga

Posts published: 245

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.