Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Paris Marathon, przeżycie tak wielkie jak wielki jest jego rozmach.

To już prawie rok, kiedy zapisałam się na maraton do Paryża. Przez niemal cały ten czas miałam ten start z tyłu głowy jako coś niezwykle ważnego. Na królewskim dystansie stawiałam dopiero swoje pierwsze kroki, zatem nic dziwnego, że się emocjonowałam tym startem aż tak bardzo. Początkowo głośno o tym nie mówiłam, bo wydawało mi się to wręcz nierealne. Ponad 50 tysięcy biegaczy, obcy kraj, mnóstwo potencjalnych barier od językowych po logistyczne i ja mam dać radę to ogarnąć? Byłam w Paryżu wcześniej, owszem, ale nie musiałam się z nikim komunikować w tak ważnej dla mnie sprawie 😉

IMG_0740

Kwiecień 2015 to rejestracja na przyszłoroczny maraton i udany start w Krakowie na tym dystansie, o niebo lepiej od debiutu. We wrześniu po raz drugi wystartowałam w Warszawie i poszło mi nadspodziewanie dobrze – odczuwalny komfort podczas całej trasy, wielka euforia i na metę wbiegłam mieszcząc się w czterech godzinach. Dlaczego? Bo byłam u siebie. Dojazd na bieg zajął mi kilkanaście minut i choć się stresowałam, to po warszawskiej ziemi stąpam twardo. Znam ją.

Paryż jest obcym, dalekim miastem, jednym z najchętniej odwiedzanych na świecie przez turystów i maratończyków. To było w mojej głowie coś nadzwyczajnego. Perspektywa startu w jednym z największych biegów ulicznych na świecie sprawiła, że zjadła mnie trema. Przez minione dwa tygodnie nie przespałam ani jednej nocy od początku do końca tak, by wstać wypoczęta. Nakręcałam się coraz bardziej. Robiąc postoje w drodze do Francji wychodziłam z samochodu i potykałam się o czubki własnych butów. Czy mam się tego wstydzić? Chyba bardziej powinnam poważnie się zastanowić nad tym, jak z takimi sytuacjami sobie poradzić. Mam nadzieję, że dobrze zrozumieliście przyczynę braku mojej predyspozycji do dobrego startu tego dnia. W sumie jestem z niego zadowolona i dumna. Jeśli ktoś przeżył taką blokadę psychiczną na pewno wie, z czym musiałam się zmierzyć. Mimo wszystko wbiegałam na metę z uśmiechem. Żal mi tylko jednego – od pierwszych kilometrów czułam minimalny komfort biegu. Dopiero na mecie wszystko odpuściło i nie miałam żadnych problemów nawet z powrotną jazdą na rowerze 🙂

IMG_0645

Na starcie maratończyków przywitało słońce. Było przepięknie i mimo że trochę za gorąco, specjalnie to nie przeszkadzało. Nie panował też szczególny ścisk. W strefie startowej wszystko przebiegało sprawnie i tuż po ruszeniu nie musieliśmy się rozpychać łokciami. Jedynie za pierwszych zakrętach zostałam wytrącona z rytmu z uwagi na większe skupisko ludzi. Później na mniej więcej trzecim punkcie nawadniania stałam troszkę w kolejce po wodę. To wszystko, jeśli chodzi o niedogodności zewnętrzne. Trasy nie umiem jednoznacznie określić jako łatwą czy trudną. Na pewno nie jest najszybsza, teren należy do tych bardziej pofałdowanych. Najtrudniej było wybiegać kilkukrotnie pod górę z tunelu. Przy tym wszystkim jednak wiatr był niewielki i nawet przyjemny. Nawet się trochę opaliłam 🙂 Po drodze mijaliśmy wiele atrakcyjnych turystycznie miejsc, jednak mnie się najbardziej podobało na terenie Bois de Vincennes. Ten lasek miał tak bajkowy klimat, że aż przez dłuższą chwilę czułam, że dobrze mi się biegnie! 😉

Ludzie na trasie biegu byli wspaniali. Po raz pierwszy na chwilę przeszłam do marszu mniej więcej w połowie drogi. Dlaczego na chwilę? Bo nie minęło kilka sekund a już ktoś mnie delikatnie klepnął po ramieniu i nawet przytrzymał za plecy żebym nie mogła stanąć! Mało tego, taka sytuacja później się powtarzała, z tym że ja już byłam bardziej oporna na to wsparcie 🙂 Jakże byłam im wszystkim wdzięczna! Ktoś spojrzał na moją narodowość zapisaną na numerze startowym i mówił „dzień dobry”, ktoś inny krzyczał moje imię czy po prostu „brawo Polska”. Przed metą pokazywano mi na palcach ile metrów jeszcze zostało lub wołano bezimiennie ale z tak szerokim uśmiechem, że na krótkie momenty wstępowała we mnie nowa moc. Tak niewiele, a jakże wiele! Nigdy Wam tego nie zapomnę, mimo że prawdopodobnie nigdy tych podziękowań nie przeczytacie.

Z trasy chciałam zejść kilka razy. Na swojego kibica czekałam jak na zbawienie, bo wiedziałam, że doda mi otuchy, której wystarczy przynajmniej na jakiś czas. A na mecie dowiedziałam się, że gdzie tylko mógł, trzymał się gdzieś z tyłu, żeby mi przypadkiem nie przyszło do głowy popełnić błędu, którego długo bym żałowała. I on jako pierwszy wytłumaczył mi, co tak naprawdę się ze mną stało, a dokładniej z moją głową tego dnia. Później Wy zaczęliście do mnie pisać i wysyłać słowa otuchy a co najważniejsze – zrozumienia. Nie widzę najmniejszego powodu, by koloryzować tę historię. Piękną, ale jednak trudną. I to też dzięki Wam odczuwam jeszcze większe szczęście po biegu.

aga meta

Wiem, że z moją sportową przygodą „będzie jeszcze przepięknie”, gorzej ze sztuką opanowywania stresu, ale nie poddam się. Człowiek musi uczyć się całe życie, jak z niego czerpać prawdziwą, głęboką przyjemność. Nigdy nie jest za późno na to, żeby się starać. Nie o miejsce w szeregu, ale o samorealizację.

Aga

 

 

Posts published: 242

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.