Majówkowe bieganie w Toruniu i Bydgoszczy.

Wyjazd na dwudniową majówkę do Torunia i Bydgoszczy był mało spontaniczny, bo zaplanowany jeśli dobrze pamiętam z około dwutygodniowym wyprzedzeniem. Wiedzieliśmy ile osób jedzie, gdzie będziemy spać a nawet gdzie pójdziemy na obiad, ale nie przypuszczaliśmy, że kwiecień zakończy się taką lekkością w płucach dla całej naszej biegowej trójki. Początek maja okazał się nie mniej udany. Przede wszystkim podeszliśmy do startów swobodnie, bez stresu i bez napięcia na osiągi. Do tego mieliśmy piękną pogodę i dobre humory.

IMG_2453

Tuż przez startem w Toruniu.

IMG_4240

Tuż przed startem w Bydgoszczy.

W sobotę z samego rana wyruszyliśmy do Torunia. Do 11 musieliśmy odebrać pakiety startowe, a że odległość z Warszawy porażająca nie jest, spokojnie zdążyliśmy wszystko ogarnąć. Prawie wszystko, bo nie zdążyłam się wyspać. Takie nieodłączne elementy życia codziennego jak sen warto jednak czasem zostawić na później 🙂 Gdzieś w natłoku informacji o biegu zaświtało mi sformułowanie „płaska trasa”. Sama jej profilu nie sprawdziłam i okazało się, że płaska do końca nie była. Dla mnie jednak największym problemem okazał się nierówny bruk, który w połączeniu z moimi kochanymi aczkolwiek delikatnymi (w końcu to model stworzony dla kobiet 🙂 ) butami stanowił momentami nie lada wyzwanie. Szczególnie tuż przed metą, kiedy to mogłam jeszcze wykrzesać z siebie nieco energii, a musiałam odpuścić kosztem skupienia się na tym, by nie skręcić kostki. Ale to takie malutkie narzekanie bardziej dla zasady 😉 Przecież lepszego zakończenia biegu nie mogłam sobie wymarzyć! Cieszę się, że czerpanie radości z biegu na co dzień przynosi profity w postaci kolejnych rekordów. Lubię iść do przodu (i nie sądzę, by czytał to ktoś, kto nie lubi). Dopóki mogę, biegnę wbrew wszystkim słabościom. I prawdę mówiąc, łatwiej mi wybiec naprzeciw rekordom niż niektórym problemom dnia codziennego. Myślę, że pod tym względem również nie jestem wyjątkiem.

IMG_2978

Run Toruń, 30 kwiecień 2016.

IMG_4991

Bydgoszcz na Start, 1 maj 2016.

Do Bydgoszczy pojechaliśmy w niedzielę rano. Niewielka odległość, mało czasu na przebudzenie po znowu zbyt krótkiej nocy, ale udało nam się bezboleśnie dotrzeć na start. Troszkę ponarzekaliśmy, że nie chce nam się biec, ale już po rozgrzewce nastroje były zdecydowanie bardziej na plus. Tutaj czekała nas lżejsza trasa, zdecydowanie bardziej płaska. Nie pamiętam ani jednego widocznego podbiegu, ale poza słońcem i niezłym komfortem, w ogóle niewiele pamiętam. Bo tak szybko minęła ta droga! Owszem, zerkałam dość często na zegarek, nawet znalazłam jednego Bobra na trasie i dojrzałam jedną tabliczkę informującą o przebytym kilometrażu, jednak nie zdążyłam porządnie się zmęczyć. Dopiero na wspaniałym finiszu na płycie stadionu (co za emocje!) poczułam lekkie mdłości. Doping był tak niesamowity, że pofrunęłam do mety zbyt szybko przyspieszając 😉 Nie ma co przesładzać, bieg był po prostu świetny. Jakieś minusy? Nie dostałam koszulki w swoim rozmiarze, ale za to wzięłam na pamiątkę fotografowi. Nie ma tego złego, koszulek biegowych mi nie brakuje.

IMG_4104

Za metą w Toruniu.

IMG_5493

Za metą w Bydgoszczy.

Po przemyśleniu obu startów jestem z siebie tym bardziej dumna, że nie tylko osiągnęłam rekord na dystansie 10 km, ale też, a może przede wszystkim pobiegłam zarówno w sobotę jak i niedzielę na podobnym poziomie. O ile w Toruniu zmęczyły mnie trochę podbiegi, zwłaszcza ostatni i nieco wytrąciła z rytmu kostka brukowa, w Bydgoszczy na dużo wygodniejszej trasie tempo miałam równiejsze i na metę dobiegłam bez dużej zadyszki. Czuję się po tych dwóch startach świetnie nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Zebrałam pierwsze poważne plony swoich przygotowań do maratonu. Prawdę mówiąc myślę, że mi się to należało 😉

IMG_4273

IMG_4196

Toruń i Bydgoszcz zorganizowały wielu biegaczom piękną majówkę. Nie chcę licytować, które z tych miast postarało się bardziej. Pakiet startowy bardziej podobał mi się w Toruniu, trasa widokowo również, za to Bydgoszcz zapewniła niezapomnianą metę na Stadionie Zawisza i przyjaźniejszą dla nóg trasę. Moim zdaniem też bardziej sprzyjającą biciu rekordów, ale czy o to chodzi w udanej majówce? Jest to na pewno przemiły, ale nie niezbędny dodatek do przyjemnego spędzenia czasu. Może powiem inaczej: nie widzę rażących minusów ani w jednej ani w drugiej imprezie. Zarówno na jednej, jak i drugiej starówce świetnie po biegach się bawiliśmy. Zarówno po sobotnim starcie w Toruniu jak i niedzielnym w Bydgoszczy jedliśmy pyszny obiad w Manekinie 😉 Same analogie? Wolę skupić się na nich niż na szukaniu sprzeczności. Ciut lepiej się w ten sposób żyje 🙂

Aga

Posts published: 243
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.