Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

14. PKO Cracovia Maraton, z wiatrem i pod wiatr.

Po długich rozważaniach wybór padł na Kraków. Właściwie nie wiem, czemu się zdecydowałam na ten akurat maraton. Trasa nie wyglądała obiecująco ze względu na dwie pętle i dużą ilość nawrotek. Momentami byłam przekonana, że nie wybrałam dobrze, jednak miałam opłacony start i nocleg, bez sensu było kombinować dalej. Teraz, po dotarciu do mety już wiem, że wybór był dobry. Możliwe, że każdy inny okazałby się tak samo dobry (na przykład nie wiałoby tak mocno nad Wisłą 😉 ), ale to właśnie w Krakowie wybiegałam swoje wymarzone 4:29:30.

IMG_3403 - fb4

Rozgrzewka odbywała się w pełnym słońcu – nie mogłam w to uwierzyć po tych wszystkich ciemnych scenariuszach w prognozach pogody! To wspaniale wpłynęło na mój nastrój. Po kilku minutach kurtka, w której wstępnie miałam przebiec pierwsze kilometry, została przeze mnie z przyjemnością zrzucona.

Jako że sukces biegacza zaczyna się w głowie, skupiłam się na odpowiednim nastawieniu do czekających mnie nawrotek, uśmiechnęłam się szeroko (w końcu nadszedł dzień, do którego przygotowywałam się od miesięcy), i z tym uśmiechem wyruszyłam w długą podróż na własnych nogach.

IMG_3417_fb3

Nie mogę powiedzieć, że pamiętam każdy kilometr trasy. Biegło mi się dobrze, lekko, bez walki o tempo przez ponad 20 kilometrów (poza momentami, kiedy wiatr wiał mi w twarz). Na półmetku znalazłam się o kilka minut szybciej, niż na mecie półmaratonu w Poznaniu, który pobiegłam bez walki o czas, a kilka minut później względem życiówki na dystansie 21 km. Uznałam więc, że jest naprawdę dobrze – teraz czekała mnie druga połowa, ta „pod górkę”. Musiałam coraz bardziej skupiać się na utrzymaniu tempa, odczuwałam coraz większe zmęczenie. Później przyszedł czas na ból. Tutaj kibice odegrali ogromną, pozytywną rolę. Nie zawiedli! Miło było słyszeć, że ludzie mnie poznają na drugiej pętli, a takich grup było kilka – na przykład dziewczyny, które miały baner z hasłem „Uśmiechnij się, jeśli biegniesz bez majtek!”, pani krzycząca „Te różowe okulary! Dasz radę Agnieszka!”, czy pan analizujący przez mikrofon „te rajtki i w ogóle całą stylówkę” 🙂 Na kilka sekund zapomnieć o tym, że nie czujesz ze zmęczenia nóg – bezcenne.

Od około 36. kilometra marzyłam tylko o tym, żeby teleportować się jakimś cudem na metę, znaleźć zaciszne miejsce, i wypłakać się porządnie, bo czułam, że tylko to może przynieść mi ulgę. Znaczną część z tych ostatnich 6 kilometrów biegliśmy pod wiatr, a ten zagłuszał nieco myśli o zmęczeniu nóg. Na ostatniej prostej udało się nawet nieco przyspieszyć – to już pod wpływem emocji. Na około 200 metrów przed metą pod żebrem złapał mnie skurcz, trochę pomęczył, ale planów już nie zdążył mi zepsuć. I całe szczęście kiedy odbierałam medal odszedł w niepamięć.

Jaka byłam z siebie dumna, przekraczając linię mety! Tyle małych i pozornie niewiele znaczących zdarzeń w ostatnim czasie podkopywało moją wiarę w siebie. Mierzyłam się ze spadkiem kondycji, wynikającym z przeziębienia, z dziwnymi skurczami w nogach podczas ostatnich treningów (nie wiem z czego wynikały – na maratonie nic z tych rzeczy nie miało miejsca), z fatalnymi prognozami pogody, które drażniły moje uszy od dobrych kilku dni. Na trasie maratonu okazało się, że poza dość silnym katarem nic nie sprzysięgło się przeciw mnie. Żadnych kłód pod nogi, tylko to silne zmęczenie, które jest nieodłącznym partnerem większości maratończyków. Moim partnerem będzie pewnie jeszcze przez kilka dni. Nogi nie do końca współpracowały z wydolnością płuc, bo nie odczułam większej zadyszki na trasie. Tym bardziej na mecie, jako że z powodu zmęczenia nóg płuca miały czas, żeby odpoczywać. Jak już dobiegłam i dotarło do mnie, że osiągnęłam nieśmiało zakładany wcześniej czas, znalazłam ten cichy wymarzony kącik, żeby dać upust ogromnej uldze, po czym bardzo wolnym krokiem udałam się do samochodu.

Dziś, w poniedziałek, chodzę wciąż z pewnymi trudnościami. Dzięki temu wiem, że wczorajszy sukces nie był snem! 🙂

IMG_3415_fb

Dziękuję po stokroć wszystkim, którzy we mnie wierzyli. To wspaniale wiedzieć, że jesteście. Bez Waszych słów wsparcia dużo trudniej byłoby mi dotrzeć do linii startu, że nie wspomnę o mecie!

 

Mam dla Was obfitą fotogalerię z krakowskiego maratonu.  Ze słowami wielkiego uznania dla cierpliwego kolegi (galeria liczy 2 000 zdjęć) podaję linki:

14. PKO Cracovia Maraton, cz. 1

14. PKO Cracovia Maraton, cz. 2

Jeśli ktoś chce dostać swoje zdjęcia, śmiało piszcie. Wystarczy, że podacie numery zdjęć.

 

To co, do następnego? 🙂

Aga

Posts published: 242

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.