Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Przetarte szlaki we wrześniu 2016.

Wrzesień wspominać będę w dwojaki sposób. Po pierwsze, duża część tego miesiąca, od półmaratonu pilskiego po dziesięciokilometrowy bieg w Białymstoku to pozytywny zwiastun na Maraton Warszawski, będący dla mnie kluczowym startem sezonu. Po drugie, to miesiąc w którym przydarzyła mi się najbardziej jak dotąd niespodziewana historia na polu sportowym, na tymże właśnie maratonie. Osiągnęłam dwa małe sukcesy – rekord w półmaratonie i w biegu na 10 kilometrów, aby finalnie nie móc sprawdzić, jaką formę wypracowałam sobie na najważniejszy start. Z jednej strony, to niesamowite uczucie wbrew przeciwnościom nie poddać się i ukończyć maraton boso. Z drugiej, to fatalne uczucie być ograniczonym przez czynniki niezależne od siebie. Minęło dopiero kilka dni i żalu jest we mnie więcej niż cień. Cieszę się z własnej determinacji, to dla mnie cenne doświadczenie z psychicznego punktu widzenia. Ale… butom tego nie daruję.

1. 26. półmaraton w Pile, wymarzony początek września. Jest w tym mieście coś takiego, że chce mi się tam przemierzać szlak rok do roku. Mimo że bieg wcale nie należy do kameralnych a na samej trasie nie ma wiele do podziwiania, nie wahałam się długo by wystartować w Pile po raz trzeci. Być może dlatego, że od momentu debiutu w maratonie ten półmaraton układa mi się w jedną całość z ostatnim weekendem września. Lubię wracać po dobre wrażenia.

Piła_0368

pila

2. Sentymentalny powrót do Tarczyna. Ten start stał pod wielkim znakiem zapytania. Ostatnie wybieganie przed maratonem miało odbyć się w Tallinie. Do Estonii nie dotarłam a tarczyński bieg zachęcił mnie ostatecznie urokiem, który miałam w pamięci sprzed dwóch lat. Było szalenie gorąco, aż smutno mi to wspominać przy dzisiejszej temperaturze!

img_2173

tarczyn

3. Warka. Tam trenowałam na bieżni, która zachęciła mnie podczas przejeżdżania obok. Miałam wówczas spakowane rzeczy na trening z myślą, że zatrzymam się w drodze powrotnej do domu w jakimś ciekawym miejscu, najchętniej w lesie, ale spontanicznie zmieniłam zdanie. Było również upalnie, przez co bardziej delektowałam się samą bieżnią niż myślałam o szlifowaniu prędkości. Na pewno w przyszłości będę chętnie tam wracać, po drodze oczywiście.

img_3544

warka

4. Białystok Biega. Nie wracam tu z przyzwyczajenia. Kolejny powrót na przetarty wcześniej szlak. Tym razem udało mi się wrócić z rekordem na dystansie 10 kilometrów, a biorąc pod uwagę że biegłam osłabiona przeziębieniem, wróciłam do domu w świetnym nastawieniu na maraton. Nic tylko zdrowieć i wykorzystać formę! Białystok robi świetną imprezę, w sam raz na rozruszanie się z początkiem jesieni. Warto się tam wybrać i przekonać osobiście.

img_0620

bialystok

5. Relacja z 38. Maratonu Warszawskiego. To nie będzie pochwała biegania boso po asfalcie. Sądząc po Waszej reakcji i liczbie dotarć na moim profilu facebookowym, o tym jak przebiegł mój maraton doskonale wiecie 🙂 Osiem ostatnich kilometrów przebiegłam boso. Na buty się obraziłam, formy nie wykorzystałam a że jeszcze od mety maratonu nie biegałam, nie wiem na czym teraz stoję. Obiecałam sobie (już przed startem), że cały tydzień „po” robię wolny od biegania, dlatego relaksuję się obecnie przy pomocy pilatesu. Regeneracyjne wizyty na basenie dopiero zacznę, bo musiałam wygoić stopy. Nie czułam dotąd większego niedosytu biegowego aniżeli na tej mecie.

Jeśli chodzi o sam maraton, trasa była odczuwalnie szybsza od ubiegłorocznej ale nie oswoiłam jej do końca. Największy minus to świadomość, że będąc w Wilanowie muszę dotrzeć na przeciwną stronę miasta, a później jeszcze wrócić na Powiśle. O własnych nogach w coraz bardziej uwierających butach. Wydawało mi się, że to się nigdy nie skończy. A z racji tej, że przyzwyczajam się do określonych kierunków biegu, wolałabym wbiegać do Łazienek Królewskich od „tradycyjnej” strony. Obiektywnie była to ciekawa zmiana, subiektywnie już nieco mniej. Za to bardzo podobało mi się nowe miejsce startu. Milej słuchało się tam „Snu o Warszawie”. Meta też była fajna… chyba… Z powodu stóp, które tam już mi zmarzły od stania na asfalcie nie przywiązałam do tego specjalnie wagi. Imprezę polecam, oczywiście, w końcu to już mój trzeci start na Maratonie Warszawskim i choć podczas biegu z obolałymi stopami obiecałam sobie, że nigdy więcej, to już myślę o kolejnym królewskim dystansie! Jeszcze mgliście, ale jednak.

img_0064

img_1746

maraton

Do zobaczenia na ścieżkach biegowych w październiku, z jeszcze mocniejszą głową!

Aga

Posts published: 243
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.