Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Kontuzja, której nie było.

Kontuzja jest w moich oczach urazem, który dotkliwie wyklucza sportowca z aktywnego życia i wymaga pomocy specjalisty. To poważna sprawa a odnoszę wrażenie, że dziś jakoś spowszedniała. Byle uraz do wyprowadzenia na szybko, wynikający ze zwykłego przeciążenia, potrafimy nazywać kontuzją. To tak tytułem wstępu, dlaczego myślę, że wielu kontuzji, o których biegacze mówią, po prostu NIE BYŁO.

Nie jestem doświadczona w temacie kontuzji, ale nie zwalnia mnie to przecież od myślenia. Od analizowania sygnałów, które wysyła moje ciało ani od obserwacji biegaczy w swoim otoczeniu. Sport niesie ze sobą ryzyko. Nie jest samym zdrowiem, jak to zwykło się mawiać. Regularne uprawianie sportu to odpowiedzialne zadanie, wymagające połączenia kilku niezbędnych elementów. Nie raz słyszeliśmy o tym, żeby uzupełniać bieganie o rozgrzewkę, rozciąganie, rolowanie, ćwiczenia wzmacniające, stabilizujące, basen, saunę. Nie raz twierdząco kiwaliśmy głową na argumenty, że samo bieganie to za mało, by biegać dobrze, długo, efektywnie. Niekoniecznie szybciej, ale po prostu zdrowo. Może być tak, że nie staramy się i dość długo mamy szczęście, zanim złapie nas kontuzja. Gorzej, jeśli łączymy wszystkie elementy poprawnie, sumiennie a ona i tak nas dopada. Ale fatalnie jest również, gdy coś nas boli czy po prostu niepokoi, w porę reagujemy i niwelujemy przyczynę niedoszłej kontuzji a część osób i tak myśli/mówi: „wiedziałem/łam że tak będzie”.

Jedni drugich oceniają w mgnieniu oka. Najchętniej filtrowalibyśmy sobie stawy, mięśnie, ścięgna, powięzi – wszystko, do czego dałoby się przyczepić bo niestety bawi nas nieszczęście drugiego człowieka. Celowo mówię „nas”, by nikt nie odebrał tego personalnie do siebie. Moim zdaniem taka jest mentalność naszego społeczeństwa. „Im gorzej tym lepiej” to nie tylko powiedzenie dotyczące treningów, które lubię przywoływać podczas przygotowań do ważnych zawodów. Nie jest trochę tak, że bardziej lubimy (chętniej obserwujemy) osoby, które miały trudne dzieciństwo, toksyczne związki, musiały pracować ciężko od dziecka by znaleźć się tu gdzie są teraz? Albo chociaż miały jakieś trudności z uprawianiem sportu (siłą zdobyta godzina w ciągu zapracowanego dnia na trening)? Sama bardziej podziwiam osoby, które mimo wielu przeciwności dzięki bieganiu zmieniły swoje życie. Są osoby, które bardzo podziwiam a są takie, którym po prostu kibicuję. Ale odnoszę smutne wrażenie, że część z tych argumentów za pomocą których ludzie swoją silną wolę wynoszą na piedestał jest przytaczana mocno na wyrost. Lubimy robić z siebie bohaterów, podczas gdy wcale nie różnimy się od innych z przeciętnymi problemami.

Prawdopodobnie większość z nas odczuwała bądź będzie odczuwała dolegliwości bólowe z powodu biegania. Z tym że nie każdy ból to kontuzja a już na pewno nie powód do wstydu przed innymi biegaczami. Jedyne, co mnie wykluczyło z biegania na dłużej (czyt. tydzień) to przeziębienie, (od czasu do czasu również oczywiście roztrenowanie), ale kilka razy też zdarzyło mi się usłyszeć pytanie, jak się ma moja kontuzja. Miało to miejsce wówczas, gdy powiedziałam, że bieg był ciężki i teraz muszę trochę odpocząć. W praktyce taki odpoczynek oznacza max. dwa dni, chyba że jestem po maratonie – wtedy nie biegam do tygodnia. Inny przypadek – przewróciłam się dość boleśnie. Nie miałam wówczas nawet trzydniowej przerwy w bieganiu, ale pytanie o to czy w związku z kontuzją byłam u lekarza i tak się pojawiło. Albo jeszcze lepiej – wizyta u fizjoterapeuty bywa utożsamiana z kontuzją a nie zwykłą dbałością o siebie czy likwidowaniem przeciążeń treningowych. Nie twierdzę, że te osoby miały coś złego na myśli, zapewne wręcz przeciwnie. Martwi mnie co innego – powszechne mniemanie, że pewna niedyspozycyjność równa się kontuzji. Lubię nazywać rzeczy po imieniu i wydaje mi się, że takie „straszenie” przy byle okazji podejrzeniami o kontuzję jest wywoływaniem wilka z lasu.

Obserwując różne fora odnoszę wrażenie, że część osób rozmawiając o naszych dolegliwościach nie zawsze myśli o nas ale dowartościowuje się w stylu „Ja, zdrowy, rozsądny biegacz oznajmiam Tobie, że przegiąłeś.”

Na początku pomyślałam, że opiszę, w jakich sytuacjach można mówić o odniesionej kontuzji – przetrenowanie, wypadek, niewystarczająca dbałość o ćwiczenia uzupełniające czy rozciąganie, czy też zwykły, pechowy przypadek typu zbity palec u nogi (na dłuższy czas wykluczający z treningów). Ale gdybanie nie jest najszczęśliwszą drogą do wysuwania rzetelnych wniosków. Prawda jest taka, że wszystko zależy od konkretnej sytuacji a ja w żadnej z tych sytuacji nie byłam. Może i miałam zbity palec u nogi, miałam też wypadek, ale to wszystko działo się zanim zaczęłam biegać. Jestem natomiast przekonana, że za często i niesprawiedliwie przywołujemy wroga, którego nie ma. Wystarczy posłuchać opowieści znajomego biegacza o tym, jak się czuł, kiedy naprawdę miał kontuzję, by zacząć bardziej cedzić słowa.

Na co dzień jestem panikarą, tym bardziej więc nie lubię jak ktoś bez potrzeby nawołuje największego wroga biegaczy. Nie dokładajmy sobie zmartwień, których nie ma. Ot cały powód, dla którego powstał ten wpis 🙂

Aga

 

Posts published: 235
Wyszukiwarka

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.