Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Białołęcki Bieg Wolności i mój wyimaginowany mur.

O tym, jak rozumiem ideę tego biegu i o tym, że nie będę wychodzić przed szereg tych, którzy wprowadzenie stanu wojennego pamiętają pisałam rok temu. Odczucia podczas drugiej edycji miałam bardzo podobne, więc tym bardziej nie będę się powtarzać. Bardzo się cieszę, że mogłam przeżywać tę atmosferę ponownie. Deszcz dudniący od rana w parapet kiepsko zapowiadał tę metę. Pomyślałam, że zrobię jedną rundę honorową i się wycofam. Tym bardziej, że jakaś infekcja próbuje mnie rozłożyć na łopatki. Ciekawe jest to, że po biegu czułam się fizycznie lepiej niż przed! Bo psychicznie to wiadomo, głos Przemysława Gintrowskiego działa na mnie milej niż jakikolwiek inny. Muzykę, która jest symbolem tamtych czasów staram się rozumieć pod tym kątem, pod którym ją napisano. Wiadomo, że nie jest dosłowna. Natomiast przede wszystkim świetnie czuję się przy niej, przeżywając własne stany emocjonalne, które z sytuacją polityczną nie mają nic wspólnego. Dla mnie jest ponadczasowa. Tak samo jak ponadczasowa jest potrzeba wolności, która, jak słusznie przypomniała przed startem pomysłodawczyni biegu Ania Myślińska, nie jest nam dana na zawsze.

img_8149

Ten start uświadomił mi, a może raczej przypomniał coś, co stało się dla mnie dodatkową motywacją na przyszłość. Od rana jak już wiecie padało. Trasa biegu momentami przypominała mini baseny. Wody bywało po kostki, zwłaszcza jedna olbrzymia kałuża tuż przy starcie wyglądała… hmmm… oszałamiająco. Generalnie dało się bokiem jakoś tę głębszą wodę ominąć, ale jak znajdzie się choć jedna osoba, która dotarła do mety bez przemoczonych butów to właśnie rośnie mi kaktus na dłoni 🙂 Po odebraniu pakietu i zaparkowaniu jak najbliżej (leje przecież!) zostało mi jakieś pół godziny wolnego czasu. Nie licząc krótkiej kolejki do toalety i kilku ostatnich minut, kiedy to już odwaga i bojowość we mnie wstąpiła, siedziałam w samochodzie i patrzyłam. Na tych szalonych biegaczy patrzyłam, co to do linii startu dotrą przemoczeni bo kręcą się na zewnątrz o wiele za wcześnie. A ja w tym swoim kokonie bezpieczeństwa, ciepłym samochodzie, bałam się tego świata, który czekał na mnie za szybą. Myślałam, że na pewno jak zdejmę kurtkę, co mi do snowboardu zimą służy, to na tę cieniutką pod spodem zaraz spadnie zimny, przejmujący deszcz. Wyobrażałam sobie, że do wieczora dostanę gorączki z wyziębienia. Zastanawiałam się, czy ci wszyscy biegacze udają spokojne miny, jakieś maski pozakładali skoro złości na te warunki po ich twarzach nie widać? Przecież nawet jak na trasie nie będzie padać, to nogi mają kąpiel murowaną. A przez nogi i głowę ucieka najwięcej ciepła! Dzieląca mnie od nich szyba zaburzyła mi całkowicie realny obraz sytuacji. Kiedy wyszłam poczułam się tak, jakbym dostała obuchem w głowę. Ten deszcz nie był ani zimny ani straszny. Przypomniałam sobie, że w takich sytuacjach tuż po rozkręceniu się w biegu do mózgu docierają endorfiny, które nie pozwalają się przejmować mokrymi stopami. Po raz kolejny w swoim życiu uwierzyłam, że najtrudniej jest zrobić pierwszy krok. Zrozumiałam, że człowiek tak często boi się czegoś, czego nie ma, że aż żal ściska na myśl o każdej utraconej szansie. Nieważne czy chodzi o bieg czy o założenie własnej firmy. Na te największe lęki składa się mnóstwo małych. A to właśnie na pokonywaniu tych małych lęków, jak start we wcale nie takim zimnym deszczu czy w kałużach, które dało się ominąć, buduje się coś wielkiego. Coś, co sprawia, że „mury runą, runą, runą I pogrzebią stary świat!” Dlatego właśnie mówię o tym, że muzyka tamtych czasów nigdy się nie przeterminuje – bo cytat ważny dla moich rodziców pamiętających stan wojenny dla mnie ma inną wartość. To nie były moje czasy. Mogę sobie tylko wyobrażać ten „stary świat”. Ale wrażliwość emocjonalna, którą posiadam, każe mi szukać motywacji w twórczości bardów wolności dla pogrzebania starych lęków, które mnie blokowały nie pozwalając iść do przodu.

img_9308

W momentach, gdy zabraknie mi odwagi do zrobienia kolejnego małego kroku naprzód spróbuję sobie przypominać o tym, jak w mojej głowie runął ten mały wyimaginowany mur. Kolejnym małym lękiem, który tego dnia pokonałam było podzielenie się z Wami tą osobistą refleksją. Nie chcę pisać o tempie ani komforcie biegu, mimo że te 13 km było dla mnie najdłuższym dystansem od wrześniowego maratonu. Dobiegłam zdrowa, gorączki też nie dostałam! 😉 Start będę wspominać jako wartościowy.

Aga

Posts published: 235
Wyszukiwarka

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.