Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Przetarte szlaki w styczniu 2017.

Styczeń był dla mnie treningowo o tyle bardzo ważnym miesiącem, że wraz z jego początkiem rozpoczęłam bezpośrednie przygotowania do maratonu. Zakończyłam go mając 200 kilometrów na liczniku. Przy takiej objętości, wliczając w nią coraz dłuższe wybiegania, czuję się najlepiej. Mogę dość płynnie wbiegać z jednego tygodnia w drugi, nie czuję się przemęczona, nie potrzebuję dłuższych przerw między treningami. Oczywiście jest to spore uproszczenie, bo cały czas równolegle z treningami biegowymi staram się wzmacniać ciało i regenerować. Samo wbieganie z jednego tygodnia w drugi to moim zdaniem droga donikąd, zwłaszcza podczas przygotowań do konkretnego celu. A taki maraton nie jest wcale małym obciążeniem.

Zdarzył mi się w styczniu luźniejszy treningowo okres (wyjazd na Ukrainę) i zdarzyło mi się zmęczenie, które zażegnałam wczoraj przy pomocy fizjoterapeuty. Byłam nastawiona na spory ból na kozetce u Mateusza, ale jednak było dość spokojnie. Troszkę nogi oberwały podczas udeptywania oblodzonych ścieżek. Czy w lesie czy w mieście, bywało bardzo ślisko i nierówno, o czym sami doskonale wiecie. Może przydałoby się troszkę ponarzekać, co by nie brzmiało to za kolorowo, ale nie bardzo mam na co 😉 Wygrałam kilka batalii z „niechcemisiem” i zrobiłam nawet troszkę więcej niż chciałam. Wypadło niestety trochę pilatesu, który odrabiałam sobie w domu nierzadko o późnych godzinach wieczornych. Czasem jest mi trudno rzucić wszystko i pójść na zajęcia. Bieganie można uprawiać na szczęście w przeróżnych porach i miejscach.

1 . Las w okolicy Wiązowny. Udało mi się wyrwać w dzień roboczy w środku dnia. Muszę przyznać, że pod tym względem latem zawsze jest mi trudniej. Moje ciało lepiej znosi powrót do obowiązków zawodowych bez możliwości wzięcia prysznica kiedy jest mróz aniżeli w upalny dzień. Owszem, nie przepadam za takimi sytuacjami, ale przetestowałam to kilka razy i jedno jest pewne: ciało się nie lepi do koszuli i jeśli nie jest to mega ważne spotkanie, wolę taki dyskomfort niż trenowanie po powrocie, kiedy nie dość że jest ciemno to jeszcze smog w mroźne dni daje najwięcej czadu. Takie treningi nie są u mnie standardowe. Tak jak powiedziałam, najlepiej sprawdzają się w najzimniejsze dni. Tu przebiegłam 11 kilometrów a o tym, dlaczego cyferki poznikały z mapy wspominałam tutaj.

2. Kampinoski Park Narodowy. Sytuacja jak wyżej, nie będę się dwa razy powtarzać 🙂 Przebiegłam 10 kilometrów. W przeciwieństwie do ścieżki powyżej załapałam się na trochę asfaltu. Trzymałam się zaśnieżonego pobocza, odskakując co w boczne ścieżki, które wydały mi się ładne i przyjazne. Miałam maksymalnie godzinę przeznaczoną na ten trening.

3. Wesołe Biegi Górskie. Podczas tej edycji zapisałam się na sześciokilometrowy dystans, co daje trzy pętle z powtarzającymi się solidnymi podbiegami. Podbiegami są na pewno na pierwszej pętli, potem zdarza im się być podejściami 🙂 Już w najbliższą sobotę druga runda, będę!

4. Bieg Chomiczówki, 15 km. To już trzeci raz, kiedy stawiłam się na starcie tego biegu. Bardzo go lubię i nie ukrywam, że jest w nim coś takiego, co nie pozwala mi przetruchtać go na zasadzie „byle do mety”. Ten bieg utkwił w mojej głowie jako pierwszy sprawdzian nowego roku i zawsze traktuję go poważnie. Teraz byłam wyjątkowo zmęczona bo wypadł w bardzo pracowity weekend. Więcej o starcie możecie przeczytać tutaj.

5. Kamieniec Podolski. Moja czwarta wizyta na Ukrainie, ale pierwsza podczas której tam biegałam. Znalezienie na to i czasu i siły podczas akcji charytatywnej to małe wyzwanie. Mogłam więcej, ale wolałam się wyspać. Trening po zmroku nawet mi nie przeszedł przez myśl. Kamieniec Podolski jest przepiękny w zimowej odsłonie. Mieszkaliśmy przy Starym Mieście, więc tym bardziej miałam czym się zachwycać podczas krótkiego półgodzinnego biegu. Fantastyczne wspomnienia.

6. Wieliszewski Crossing. O tym starcie napisałam odrębną relację – zapraszam tutaj jeśli ktoś jeszcze nie czytał.

W luty wbiegam z nadzieją, że będzie co najmniej tak dobrze jak w styczniu. Pamiętając, że lepsze jest wrogiem dobrego, stawiam na spokojne realizowanie celu. Chciałabym żeby to był niespieszny miesiąc, jakkolwiek dziwnie to brzmi. „Co masz zrobić dziś, zrób dziś. Jeśli nie zrobisz, nie odrabiaj tego ze zdwojoną siłą jutro. Późniejsze nadrabianie zaległości treningowych grozi zbędnymi przeciążeniami” – taką sobie dewizę wymyśliłam tu i teraz.

Aga

Posts published: 235
Wyszukiwarka

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.