Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Za co lubię Billa Rodgersa? „Maratończyk” – moja recenzja.

Książka o nieskomplikowanym i bardzo klarownym tytule „Maratończyk” od dawna stała na mojej półce. Zdawało mi się jednak, że jest wybitnie mało pociągająca. Zwłaszcza po tym, jak wzięłam ją do ręki zaraz po zakupie i natknęłam się na fragment mówiący o tym, jak Bill Rodgers nabijał kilometry z zaciętą regularnością w jednym celu: by wygrać maraton bostoński. Pomyślałam: „Czego mogę nauczyć się od faceta, który biega po to, by wygrywać? I on biega, i ja biegam, ale jakoś z tymi celami nam jest nie po drodze.” Książkę odłożyłam na półkę, od czasu do czasu odkurzając ją razem z innymi, które czekają na swoją kolej. „Maratończyk” się doczekał, mało tego, czytanie tej lektury sprawiło mi wiele przyjemności. Bo okazało się, wbrew temu, co pobieżnie wcześniej wyczytałam, że Bill Rodgers to sympatyczny facet, od którego można czerpać inspirację bez względu na to czy naszym celem jest dobieganie na metę jako pierwszy zawodnik czy też ściganie się z samym sobą.

Jeden raz tylko pomyślałam, że w tytułowego Maratończyka mam ochotę rzucić trzymaną w ręku książką. Tak delikatnie, żeby zwrócić uwagę Billowi na totalne niezrozumienie tych biegaczy, którzy nie walczą o podium. Posłuchajcie tego: „Doświadczeni maratończycy potrafili wykorzystać zalety takiej aury jak wtedy – rześkiej, z wiatrem wiejącym w plecy. Nie miało to znaczenia tylko dla tych mniej doświadczonych. I dla tych, którzy nie startowali, by walczyć. Ci biegli wprawdzie tą samą trasą, ale nie uczestniczyli w tym samym wyścigu. Rozwiązywali w myślach zagadki, wspominali babcię, po drodze rozmawiali ze sobą albo przyglądali się mijanym kibicom. Byli w sielankowym, radosnym świecie, w którym dzieci podają biegaczom kawałki pomarańczy, a zewsząd patrzą na człowieka przyjazne, uśmiechnięte twarze; płynęli w morzu innych, podobnych im ludzi, połączonych pasją biegania”. Na tej stronie książki chciałam ją zamknąć po raz drugi tak jak za pierwszym razem, tyle że teraz bezpowrotnie. Jak w radosnym świecie co to dzieci podają biegaczom pomarańcze to może poczułby się maratończyk z czołówki gdyby zechciał na jakimś biegu zwolnić i delektować się samą przyjemnością biegu, bez podejmowania walki ani z przeciwnikami ani z samym sobą. Albo biegacz amator, który startuje w zawodach ale na dużo mniej wyczerpującym dystansie, dajmy na to 10-kilometrowym. Przecież nie jest tak, że ktoś kto biegnie maraton dwie czy trzy godziny wolniej od czołówki rozsmakowuje się w poszczególnych kilometrach.  Ten ktoś daje z siebie niejednokrotnie wszystko, niezależnie od tego jak śmieszne wydaje się to zwycięzcy maratonu. No i to twierdzenie o sielance – do tej „sielanki” każdy amator ciężko trenuje i nawet jeśli cały bieg od startu do mety sprawia mu frajdę, to raczej nie jest cyborgiem nie odczuwającym zmęczenia. Czytając ten fragment poczułam nikłą nić porozumienia między mną a autorem książki. Na szczęście nie odłożyłam jej na bok, bo okazało się, że Bill Rodgers wcale nie jest aroganckim, zapatrzonym w siebie mistrzem maratonu.

Im dłużej czytałam „Maratończyka” tym bardziej lubiłam tego biegacza. Jego wola walki zmotywowała mnie do kilku cięższych treningów. Nie patrzyłam na niego przez pryzmat legendy maratonu bostońskiego ani tego, że w pewnym sensie zapoczątkował obecny boom na bieganie. Patrzyłam na niego jak na zawodnika, którego determinacja jest porywająca. Bill Rodgers motywuje swoją zwyczajnością, żeby nie powiedzieć – przeciętnością. Jego dylematy są niejednokrotnie takie same jak u zawodników biegających maratony powyżej czterech godzin. Na przykład te słowa są mi bardzo bliskie: „Ktoś mógłby powiedzieć, że to była jednorazowa wpadka. Albo że niepowodzenie jest wpisane w karierę każdego maratończyka (…) Tylko że niepewność, czy następnym razem będę w stanie uniknąć klęski, stawała się nie do zniesienia. Z tej strony jeszcze tego sportu nie znałem: że pewnych rzeczy nie da się przewidzieć”. Jakbym czytała swoje myśli po maratonie paryskim.

A i zalety biegania nie odbiegają od tych, które widzę u siebie, chociażby takie jak możliwość wyciszenia się czy zapewnienia sobie pogody ducha poprzez trening. W tym sensie, w którym bieganie jest przedstawione jako te ponad podziałami między wolniejszych i szybszych biegaczy, bardzo mi się ta książka podoba. Wątki walki o wysokie lokaty potraktowałam jako ciekawostkę. Nijak potrzeba  wyczucia taktyki przeciwnika Billa Rodgersa nie wpisuje się w moje podejście do biegania. Ale już jego zaciętość jako taka i miłość do biegania, a wręcz uzależnienie od tego sportu jest czymś, pod czym się podpisuję. Te słowa są dla mnie jedną z absolutnie kluczowych przesłanek płynących z pasji łączącej świetnego biegacza Billa Rodgersa i mnie, przeciętnego amatora który tempem nigdy mu nie dorówna: „Każdy może odnaleźć w bieganiu coś dla siebie i każdemu przyniesie ono jakiś pożytek, zarówno pod względem kondycji fizycznej, jak i psychicznej.” Trzeba tylko to bieganie prawdziwie kochać. A my to umiemy, prawda?

Naprawdę fajny biegacz z tego Billa Rodgersa. Poszłabym z nim na piwo, a jakby nie miał na to ochoty to przynajmniej z przyjemnością podałabym mu rękę gratulując woli walki a nade wszystko serca do biegania. Bo to, że oddał pasji siebie nie ulega wątpliwości. A kiedy już zakończył karierę oddając, jak to sam powiedział, pałeczkę młodszym i szybszym, postawił na podium koleżeństwo zamiast rywalizacji. Z jeszcze większą przyjemnością za to podałabym mu rękę, że bieganie przedstawiał przede wszystkim jako sport koleżeński, zarówno u szczytu jak i u schyłku sławy. Jeśli jest tak jak to zostało przedstawione w książce, my biegacze powinniśmy zapamiętać i wcielić w życie zasadę, że jest to sport ponad podziałami. A z tym u nas w praktyce bywa różnie.

Aga

Posts published: 232
Wyszukiwarka

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.