Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Bieg Zielonych Sznurowadeł ze zbliżającym się startem w tle.

Na Bieg Zielonych Sznurowadeł zdecydowałam się ponad miesiąc wcześniej. Najpierw dość spontanicznie się zapisałam a później zaczęłam myśleć o biegu jako o jedynym półmaratonie, w którym wezmę udział przed planowanym na 9 kwietnia maratonem. Naturalną koleją rzeczy był zatem fakt, że będę chciała pobiec w Puławach dobrze by nabrać pewności siebie przed docelową imprezą. W międzyczasie od zapisów do dnia startu działy się różne rzeczy w sferze pozasportowej, mające mniejszy lub większy wpływ na mój finalny nastrój na linii startu. Nawet do ostatniej chwili myślałam o zamianie pakietu startowego na krótszy dystans, pięciokilometrowy, ale takie odpuszczanie nie jest w moim stylu. Pojawił się też pomysł potraktowania biegu jak cotygodniowego wybiegania i wyjazdu za tydzień do Krakowa na mocniejszy akcent. Myśl o Półmaratonie Marzanny porzuciłam dość szybko, bo w ciągu zaledwie doby. Na mecie w Puławach umocniłam się w przekonaniu, że skoro teraz nie dałam rady, już nie ważne że w dużej mierze z powodu nudności, to nie będę się eksploatować za kilka dni, tylko cierpliwie zrealizuję wcześniejsze założenia.

Przyznam, że bałam się trochę trasy tego biegu, bowiem doskonale zdawałam sobie sprawę, że asfaltu będzie jak na lekarstwo kosztem kostki brukowej i kilku krótkich odcinków płyt betonowych. Wyznaję zasadę, że jak biegać po twardym to najlepiej po asfalcie, który jest mimo wszystko łagodniejszy od bezlitosnego betonu. Nie zdecydowałam się jednak na rezygnację z tego powodu. Kostka bądź co bądź towarzyszy mi codziennie w mieście a i podczas wakacji zdarzały mi się długie biegi po deptakach spacerowych. Taką betonową połówkę zaliczyłam chociażby w Maladze czy w San Sebastian. Niektórzy mówią, że bruk, beton czy asfalt to ta sama liga. Ja tam wolę asfalt, najchętniej nie dziurawy 🙂 W Puławach kostka mi nie wadziła, bardziej momentami zbyt dokuczliwy wiatr (w drugiej połowie zmasakrował mi dość równe wcześniej tempo) i własne samopoczucie. Ale ten temat pominę, wystarczy że przez całą drogę do domu było mi niedobrze i dopiero wieczorem odzyskałam pion.

Kilka elementów ze sobą tego dnia nie zagrało, jednak czy zawsze musi zagrać wszystko? Nie. Sama się dziwię, że jestem tak spokojna po walce ze sobą na trasie. Przecież za niespełna 4 tygodnie mam maraton, może wypadałoby się trochę przejąć nienajlepszym, jedynym półmaratonem przed docelowym startem? Może, ale ja w tej sytuacji widzę nawet plusy. Otóż nie mam powodu do spinania się, czy 9 kwietnia powtórzę swoją świetną dyspozycję bo wiem, że idealnej formy nie mam i nie zrobię jej w 27 dni. Fizycznie czuję się na siłach podejść do 42 km a psychicznie wyjdę lepiej na braku zbędnego stresu. W tej właśnie chwili zrzucam z siebie balast troski o to, czy pracując przez ostatnie kilka miesięcy wystarczająco dużo z siebie dałam. Mam serdecznie dość przejmowania się czymś, co nie jest tego warte. Nie mogę się doczekać atmosfery na trasie, poznawania nowego miasta w biegu, unoszących się oparów pozytywnych emocji jakie towarzyszą maratonom. Całkowicie stresu się nie pozbędę, ale postanowiłam, że stres nie odbierze mi jednej z największych przyjemności w moim życiu. No ile można?! Tym samym publicznie oznajmiam najbliższy miesiąc czasem pozbawionym absurdalnego stresu. Nic dobrego poza nudnościami na trasie i obniżonym nastrojem to nie przynosi. Człowiek pracuje nad sobą miesiącami a potem przychodzi dzień ważnego startu i klapa. Bez sensu! Doprawdy lepiej wyjdę na tym, jak zacznę się cieszyć z maratonu aniżeli się go bać.

Jak zapamiętam swój rzekomy sprawdzian formy u progu wiosny? Spójrzcie na poniższy filmik. Ci ludzie dodali mi skrzydeł. Właśnie dla takich chwil warto biegać. Wynik na tej mecie zapomnę pewnie prędzej czy później, tych przeżyć NIE! 🙂 Szczerze polecam udział w tej imprezie. Jeśli mnie pamięć nie myli, to dopiero trzecia edycja. A już tak dobrze wiedzą, jak to się robi!

Aga

Posts published: 191

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.