Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Stary dobry Szelków.

Mogłoby się wydawać, że to zwykły bieg po ładnych, zielonych mazowieckich wioskach, na którym raczej nic specjalnego się nie może wydarzyć. Sama się trochę zdziwiłam, że zamiast planowanego wolnego biegu, co by się za dużo nie zmęczyć bo na kolejny dzień też miałam zaplanowane zawody na 10 km, wyszła walka o uważność niemal każdego kroku. A to wszystko w niezaskakującej już dla mnie przesympatycznej oprawie (tak było rok temu). Cieszę się, że mogłam w gąszczu imprez biegowych znaleźć się tego dnia właśnie w Szelkowie, gdzie łącznie na obu dystansach, (10,5 km i półmaraton do wyboru) wystartowała niespełna setka biegaczy. Świetne poczucie humoru, poczynając od pana Wójta poprzez… przepraszam, nie znam wszystkich stanowisk, ale kto by się nie brał za przemawianie, robił to „z jajem”, postawiło kropkę nad i. To był sympatyczny dzień.

W zależności od wybranego dystansu mieliśmy do pokonania jedną lub dwie pętle. Słońce bardzo dopisywało, wiatr w zasadzie nie dokuczał a przyjemnie chłodził. Trasa wiodła przez okoliczne wioski (ponoć nawet z Sołtysami ustalono, że żadne psy nie będą w tym czasie wypuszczane, żeby nie było na kogo zwalać życiówek 😉 ), podbiegów było trochę, niewielkich. Tradycyjnie pod pomnikiem nieopodal linii startu złożono kwiaty, po czym nastąpił start ostry i mieliśmy przed sobą do dyspozycji drogi wyłącznie asfaltowe.

Nie byłam gotowa na walkę, nie chcę się wdawać w szczegóły swojego niewyspania ale moja drzemka po biegu trwała ponad dwie godziny 🙂 Bardzo szybko okazało się, że weszłam w równy rytm, który przypadkiem odpowiadał też innemu biegaczowi. Poczułam nagle chęć utrzymania tego rytmu aż do linii mety. Teoretycznie to nic nadzwyczajnego, tak powinno być zawsze, jednak kiedy biegnie się z kimś to ma się poczucie większej odpowiedzialności. Początkowo nie byłam tego pewna, ale okazało się, że Andrzej trzyma się narzuconemu przeze mnie rytmowi (jakiś czas biegłam z przodu). Na pierwszym punkcie nawadniania, na którym zwolniłam na moment nieśmiało pomyślałam, że kolega czeka aż wrócę do naszego wzajemnego zającowania. Na drugim, kilka kilometrów później, już miałam tę pewność, bo nie pił nic a ja znowu straciłam trochę czasu.

Dzięki za doprowadzenie do mety!

Pamiętam, że z bólem (nie nóg, ale raczej serca) zobaczyłam tabliczkę z oznaczeniem 5. kilometra. Czułam, że gdybym biegła sama nie wytrwałabym w trzymaniu tempa. Nawet niezbyt często patrzyłam na zegarek, ale nie musiałam by wiedzieć, ile z siebie daję. Kolejne kilometry to już nie tyle walka o dotrzymanie kroku koledze, co walka ze sobą. Okazało się, że jedno z nas biegnie dychę a drugie półmaraton, to w zasadzie logiczne, że ja byłam bardziej zmęczona na 7. czy 8. kilometrze prawda? 🙂 Jak zaszurałam mocniej butem o asfalt to wiedziałam, że muszę wzmożyć kontrolę nad stanem zmęczenia. Tuż przed metą byłam motywowana do podkręcenia tempa, ale wtedy powiedziałam coś, co raczej z moich ust nie pada. Mianowicie, że czasem każda sekunda ma znaczenie. Oczywiście miałam na myśli to, że jak przyspieszę to mogę zbierać zęby z asfaltu. Jak ja się cieszyłam, że nie muszę biec drugiego kółka! A jakie brawa dostałam od pana Wójta, czułam że mam z pięć bananów na twarzy 😀 Świadomość, że się nie poddałam do samego końca to genialne uczucie. Ani to blisko do mojej życiówki na dychę, ani żadnych większych kryzysów na trasie nie odnotowałam, których pokonanie mogłoby podbudować moje ego, ale na obecnym etapie ma to dla mnie duże znaczenie.  Pierwsze miejsce w kategorii wiekowej na… jedno możliwe ma dla mnie znaczenie symboliczne. To był prawdziwy wyścig!

Z Wójtem Gminy Szelków, sława! 😉

Nie chcę porównywać tego biegu do innych, stawiać go wyżej albo niżej pod różnymi względami. Niezaprzeczalne jest po prostu to, że oni robią od 7 lat dla nas, biegaczy, dobrą robotę. Widać, że cieszą się ze wszystkich gości. Mają otwarte przedszkole dla dzieci na czas biegu (pierwsze słyszę, fajna opcja), jest co zjeść i gdzie się umyć (start biegu ma miejsce przy szkole). A nagrodą główną w losowaniu jest rower. Nie taki modny ostatnio, no wiecie, do triatlonu, ale taki miejski, na zwykłą przejażdżkę. Bo przecież nie samym trenowaniem człowiek żyje.

Imprezy takie jak ta stały się właśnie przyczynkiem do założenia fundacji promującej to, co w bieganiu widzę najlepszego. Nie po to piszę relację z każdego biegu, by się pochwalić jak mi świetnie poszło. Mam siłę, jestem młoda, zdrowa i czuję, że mogę jeszcze wspiąć się w górę z wynikami, ale to zawsze było dla mnie sprawą drugorzędną. Chciałabym, żeby jak najwięcej osób dostrzegało sens biegania, i tego w wielkim mieście i tego w małej wiosce. Pamiętajcie o tym czytając moje relacje, w których często próżno szukać wyniku na mecie.

Popularne bardzo stwierdzenie, że „bieganie to ludzie” bardzo wpisuje się w klimat Starego Szelkowa. To mówiłam ja, dziewczyna z Mazowsza.

Aga

Posts published: 246

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.