Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Półmaraton Tradycji, naturalnie atrakcyjny.

Minął kolejny rok. Kolejny biegowy rok od poprzedniej edycji półmaratonu w Lesie Gułowskim, podczas którego wiele zmieniło się w mojej głowie ale poziom zachwytu nad tą imprezą pozostał na tym samym poziomie. Zastanawiałam się jak podejść do napisania tej relacji, bo ile można czytać o tym, że coś jest super? W kółko jakieś zawody… Uznałam, że bez sensu przejmować się tym, jak zostanę oceniona, po prostu napiszę tak jak czuję. Bo gdybym tak nie kochała tego co robię… nie robiłabym tego. Zdaję sobie sprawę , że w tej chwili na moim blogu są głównie relacje z biegów, ale na ten moment nie sądzę by to się zmieniło. Mam ogromny mętlik w głowie nie związany z bieganiem a niekoniecznie jest to dobry czas na dzielenie się tym z Wami. Moja działalność sportowa dodaje mi skrzydeł i pozwala oddalić się na jakiś czas od burzliwych myśli i niecierpliwego oczekiwania na zmiany. Cierpliwość trenuję w biegu i ładnie mi to ostatnio idzie.

Nie nastawiałam się na sukces podczas tych zawodów. Trenuję w tej chwili pod inny półmaraton (w zasadzie to już odpoczywam przed nim) i ścieżka w Lesie Gułowskim miała być z założenia przemierzana spokojnie. Tak jak zawsze podkreślam, przy mojej liczbie imprez sportowych nieodpowiedzialne byłoby bieganie wszystkiego do utraty tchu. Przez pierwsze kilka kilometrów powtarzałam co jakiś czas do kolegi, który ze mną biegł, że chyba powinnam zwolnić bo coś za szybko mi to idzie. Ale jakoś nie umiałam zmniejszyć tempa. Czułam się komfortowo, długi czas mogłam bez problemu wypowiadać całe zdania. Sporo rozmawialiśmy, dopiero po kilkudziesięciu minutach biegu pomyślałam, że będę odzywać się mniej bo chcę zaoszczędzić siły. Kiedy po kilku pierwszych kilometrach Wojtek powiedział, że biegniemy na 1:52 pomyślałam, że to zupełnie nierealne (niewiele gorzej od mojej życiówki z asfaltu). No cóż, Wojtek miał 100% racji 😉 Kilka razy zwracał mi uwagę, że za bardzo przyspieszam. Cały czas biegłam na samopoczucie. Jeśli mowa o jakimkolwiek bólu, tym psychicznym, to dopiero po 20. kilometrze chciałam rzucić się na kibica z puszką piwa 😀 W moim małym sukcesie na pewno pomógł brak upału i aż 6 punktów z wodą. Może niepotrzebnie się na nich zatrzymywałam, może powinnam pić idąc albo truchtając, bo trudno mi było potem wrócić do komfortowego tempa. Mimo wszystko uważam, że nie mam się o co do siebie przyczepić. Jestem usatysfakcjonowana, bardzo! Po porannym uczuciu niewyspania i zmęczenia na biegu nie było śladu. Doprawdy, nie wiem jak to się stało 🙂

Na bieg przyjechaliśmy całą grupą. Mieliśmy zamiar wyjechać do domu grubo przed północą, ale zupełnie nam to nie wyszło. Zbyt dobrze się bawiliśmy! Najpierw czekaliśmy na dekorację (osobiście uważam, że to jedna z moich najładniejszych statuetek, gratuluję pomysłu!) a później były tańce i rozmowy. Uwielbiam takie chwile. Dziękuję organizatorom za tę możliwość integracji w szampańskiej atmosferze. Nie należy zapominać, że to wszystko działo się przy okazji upamiętnienia ważnych wydarzeń historycznych na terenie Lasu Gułowskiego. Historia ta jest długa i bolesna, warto wiedzieć na jakim terenie biegamy i na jakim się potem bawimy.

Jedna jedyna rzecz mi się nie podobała, ale to już nie kwestia organizacyjna. Wszędzie może trafić się ktoś, kto okazuje się być osobą na niewłaściwym miejscu. Mówię o panu, który na siłę polewał nas mocnym strumieniem wody w okolicy 6. kilometra. Zero reakcji na wyraźne prośby wielu osób: „Proszę mnie nie polewać”. Bardzo bym chciała, żeby pozostali strażacy nie brali tego do siebie. Mam do Waszego zawodu nie tylko duży szacunek ale i ogromną sympatię. Bez Was niejedna impreza biegowa nie byłaby tak udana. Na kolejnym punkcie strażackim delektowałam się prysznicem. Miałam wybór i z niego skorzystałam.

Ogromnym plusem tego półmaratonu jest według mnie trasa. Piękna, spokojna leśna ścieżka. Można się na niej rozpędzić, ale trzeba też uważać na pozornie niewielkie podbiegi, które ciągnęły się długimi odcinkami. Tak się złożyło, że w kalendarzu biegowym mam dwa półmaratony tydzień po tygodniu, na których bardzo chciałam być, bardziej z sympatii do miejsca i ludzi niż rywalizacji. Trasa w Lesie Gułowskim nie poniewiera, czuję że mam dalej siłę by za tydzień znowu podbijać mój mały biegowy świat 🙂 Tu jest cu-do-wnie! Eryk, bardzo dziękuję za poniższe zdjęcie. Tak się czeka na „Generała” 😉

fot. Fundacja „W te pędy”

 

 

Spędziłam fajny czas i bardzo bym chciała, żeby to nie był mój ostatni Półmaraton Tradycji. Dziękujemy za miłe przyjęcie! Mnie cały czas rozpiera energia, mimo że czuję się tak jakbym była po dobrym weselu 😉

Aga

Posts published: 245

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.