Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Współdzielony Ultramaraton Powstańca.

Ultramaraton? Jak najbardziej, ale na ten moment wyłącznie w sztafecie. O ile jakiś czas temu przyszedł mi na niespełna dobę pomysł o przebiegnięciu dystansu dłuższego niż 42 km, to teraz nie błądzę myślami w tamtym kierunku. Możliwe, że kiedyś zrobię to sama. Teraz dzieliłam dystans 63 km z dwoma innymi osobami i czuję się usatysfakcjonowana. Gdyby nie pomysł kolegi, by zachęcić mnie do tej sztafety, prawdopodobnie zorientowałabym się jakieś dwa dni temu, że zapisy są już zamknięte i raczej każdy ma już swojego kompana. Także wielkie dzięki za dopilnowanie mnie! Początkowo miałam obawy, że spowolnię chłopaków, ale szybko zostałam wyprowadzona z błędu. Każdy z nas pobiegł tak, żeby wpasować się w trening do maratonu a cel nadrzędny był oczywisty i nie kolidował w żadnym stopniu z naszymi indywidualnymi planami.

Początek został przewidziany na 6.30. To był podstawowy powód mojego stresu, bo nigdy o tej godzinie nie startowałam w zawodach (pomijam rzecz jasna treningi pod domem, ale na te wystarczy wyskoczyć za drzwi). Okazało się, można powiedzieć jak zwykle, że nie było się czym stresować. Nie raz spałam przed startami z powodu nerwów po dwie godziny, a tu niemal całe pięć, czułam się dobrze. Tutaj od razu kieruję ukłon w stronę chłopaków, bo dostałam prawo wyboru zarówno kolejności startu jak i dystansu. Zdecydowałam się na pierwszą zmianę i dystans 17 km. Teoretycznie ze względu na maraton lepiej byłoby wybrać jakiś dłuższy odcinek, jednak od 1 lipca mam mocno podwyższone obroty treningowe, dlatego też rozsądek podpowiadał mi, że ten tydzień powinien być luźniejszy bym nie zrobiła sobie kuku. Resztę dystansu chłopaki podzielili między sobą.

Mój bieg był dość ciężki. O ile pierwsze 13 km poszło mi fajnie, to te 3-4 ostatnie już nie. Nie do końca winię za to za szybki początek. Wydaje mi się, że złożyło się na to kilka czynników – dziwna godzina startu, przeskakiwanie z lasu w asfalt i z asfaltu w las a tym samym poszukiwanie na nowo rytmu biegu, czy też temperatura, która mimo wczesnej godziny dawała się we znaki. Przede wszystkim jednak myślę, że niewystarczająco zmniejszyłam obciążenia w ostatnim tygodniu i potrzebuję jeszcze 2-3 dni oddechu, czyt. biegania bez mocniejszych akcentów, by rozpocząć kolejną mocną serię. Już ostatnią przed maratonem.

Po przekazaniu karty biegu Pawłowi przebrałam się, porozciągałam i poczekałam razem z fotografem do ostatniego zawodnika, po czym pojechaliśmy wspólnie na dalszą część trasy, do Skrzeszewa. Rzecz jasna celem było robienie zdjęć. Ja miałam kibicować, ale pomyślałam, że zacznę wspierać zawodników później a tymczasem poleżę w samochodzie 🙂 Tak też zrobiłam, co dało mi siły na resztę dnia. Po około godzinie zmieniliśmy po raz kolejny miejsce – fotograf poszedł na wieżę, a ja razem z Pawłem i naszymi kibicami czekaliśmy na Darka, by wspierać go na najtrudniejszym, bo ostatnim odcinku. Tam poczułam, jak miło jest tworzyć zgrany zespół (bo oprócz tego, że się niemalże spóźniłam na start to chyba byliśmy zgrani, prawda chłopaki? 😉 ). Po raz kolejny odczułam to, kiedy wypatrywaliśmy Darka na mecie i wspólnie na nią wbiegliśmy. To były bardzo miłe chwile!

Podczas tej niedzieli na nowo uwierzyłam w kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze, za bardzo przejmuję się tym, że ktoś nie docenia mojej pracy. Po drugie, mimo wielu nieprzychylności, jednostkowe sytuacje przywracają mi wiarę w ludzi. Tych którzy są przychylni wcale nie musi być dużo, po prostu największą sztuką jest umieć ich docenić. Po trzecie, nie mam żadnego wpływu na fałszywe zagrywki i albo się z tym pogodzę, albo będzie mi się smutniej żyło. Może to mało adekwatne wnioski w dzień upamiętniania Powstańców, ale z drugiej strony, czy nie prowadzą one do uzyskania poczucia wolności, cenniejszego ponad wszystko w każdej epoce? Dzień taki jak ten sprzyja refleksji.

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, czy warto wziąć udział w tej imprezie, to już nie musicie 😉 Było idealnie, dziękuję!

Aga

Posts published: 235
Wyszukiwarka

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.