Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

10 dni do maratonu.

W przyszłą niedzielę biegnę 44. BMW Berlin Marathon. Zapisy do losowania na te zawody odbyły się jesienią 2016. Nie mogłam wtedy jeszcze wiedzieć, jaka będzie moja dyspozycja we wrześniu 2017, ale jesienne maratony polubiłam dużo bardziej niż te wiosenne i wiedziałam, że najprawdopodobniej gdzieś będę chciała się zapisać. Kiedy okazało się, że zostałam wylosowana, byłam szczęśliwa. Uczona coraz większym maratońskim doświadczeniem, marzyłam o tym, by 24 września stanąć na starcie zdrowa i pewna jakości swoich przygotowań. Można powiedzieć, że poza kilkoma sytuacjami losowymi, z pasją odnajdywałam się na większości treningów. Nic mi nie dolegało, i nawet jeśli marudziłam, że nie chce mi się wychodzić, w trakcie najczęściej „niechcemiś” mnie opuszczał. Na pewno znacie to uczucie.

Mogę śmiało powiedzieć, że polubiłam trenowanie jeszcze bardziej niż wcześniej. Wkręciłam się w robienie interwałów, uwielbiałam jeździć na trasy crossowe, nawet jeśli musiałam specjalnie podjechać 30-40 kilometrów poza planem dnia. Bardzo dużo też było treningów, w których drugą połowę przebiegałam szybciej, zarówno w lesie jak i na asfalcie. Uczyłam się nie zaczynać za szybko (po raz któryś już na swojej biegowej ścieżce) aż wreszcie weszło mi to w nawyk. Regularnie robiłam długie wybiegania (raz tylko osłabiona zbyt szybko skończyłam trening), ale nie było to klepanie kilometrów. Kombinowałam na różne sposoby. Najbardziej chyba spodobało mi się wybieganie tempem zmiennym – jeden kilometr szybciej, drugi wolniej. W sierpniu kilkukrotnie zdarzyły się treningi o niskiej jakości, ale w sumie w dalszym ciągu czułam, że mam moc. Szczególnie Kontrolna Trzydziestka, bardzo ważna dla mnie, dała mi dużo satysfakcji.

Zaniepokoił mnie niestety bardzo półmaraton w Pile. Do tego stopnia, że zestresowana złym biegiem, najważniejszym testem przed maratonem, zepsułam aż trzy kolejne treningi. Jeden się udawał, dwa nie, potem znowu na przemian było dobrze i źle. Czułam stres podczas biegu, który sprawiał że i trudniej mi się oddychało i nie potrafiłam z lekkością odrywać nóg od ziemi. To było okropne. Na początku tego tygodnia poszłam zrobić badania krwi. Wyszły w nich pewne braki, które z jednej strony bardzo mnie zmartwiły a z drugiej sprawiły, że uwierzyłam bardziej w swoją psychikę. Zrozumiałam, że to nie stres mnie aż tak bardzo paraliżuje tylko pewne parametry w ciele. Uwierzyłam, że nawet jeśli nie w pełni mocy pobiegnę swój wymarzony maraton w Berlinie, to na przyszłość tak przypilnuję swojego organizmu, że żaden stres mnie już nie sparaliżuje. Zdaję sobie sprawę z tego, że zrobiłam te badania za późno. Przed półmaratonem pilskim nie miałam żadnych symptomów, które by mnie zaniepokoiły i przespałam trochę temat. Suplementowałam się po prostu tym, czym zwykle. Ostatni raz popełniłam ten błąd! Generalnie czuję się osłabiona, bo dołożyło się lekkie przeziębienie (znowu na ostatniej prostej przed maratonem!) i już nie mam siły naprowadzać swojej głowy na tory pozytywnego myślenia. Mimo wszystko próbuję, bo wierzę że mobilizacja w ostatnich dniach jest kluczowa.

Koncentruję swoje siły na ostatnich spotkaniach akcji Stop Czerwonym Swiatłom i na starcie w Białymstoku w najbliższą niedzielę. Nie chcę się rozłożyć w łóżku i czekać na przyszły weekend. Chcę działać by utrzymać swój organizm na zwykłych obrotach. Boję się zwolnienia, boję się rozleniwienia, dlatego zachowując oczywiście zasadę umiarkowanych treningów w ostatnim tygodniu zamierzam żyć normalnie, nie dając się katarkowi, bo on i tak będzie trwał 7 dni… 🙂

Czego oczekuję od siebie w dniu maratonu? Spokoju na starcie, cierpliwości na trasie, zwłaszcza w pierwszych kilometrach, zdrowia na mecie. Satysfakcji i spełnienia w dniu święta jakim jest maraton. Nie potrafię oczekiwać od siebie… wyniku. To sprawia, że czuję presję i cały luz chowa się gdzieś daleko. Daleko poza moją głową. Chcę się cieszyć bieganiem. Cieszyć, ale nie bawić bo tak duży wysiłek jak maraton może być zabawą tylko w cudzysłowie. Chcę sprawdzić, czy moje przemyślenia po Rotterdamie odniosły skutek, bo sporo od wiosny zadziało się w moich nogach. Chcę też sprawdzić, czy potrafię jeszcze pobiec z takim luzem jak na Maratonie Warszawskim w 2015 roku. Ale nie ukrywam, że boję się, tak bardzo się boję powtórki z Piły. Głowo ma, wejdź na pozytywne obroty… 🙂

Aga

Posts published: 235

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wyszukiwarka

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.