Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Akcja Biała Ukraina 2017 – podsumowanie.

Wracając na trzy dni przed Świętami Bożego Narodzenia z wyjazdu, który wymagał bardzo dużych pokładów energii i przygotowania już od kilku tygodni, możemy śmiało rzec, że największa „świąteczna gorączka” się skończyła.

Segregację i pakowanie darów rozpoczęliśmy w czwartek 14 grudnia a zakończyliśmy następnego dnia wieczorem tuż przed wyjazdem. Nie było innego wyjścia, jako że z doświadczenia już wiem, że zarówno ostatnie wpłaty jak i dary docierają do nas często w ostatniej chwili. Aby niczego nie przeoczyć, należało być czujnym aż do momentu wyruszenia w drogę. Kiedy samochód był już pełny, kolejnym ważnym etapem, od powodzenia którego wiele zależało, było przejście graniczne.

W momencie dojechania na granicę nie mieliśmy złudzeń. Kolejka była długa – na kilka godzin oczekiwania. Nie pomyślałam jednak, że kilka to wersja optymistyczna. Początkowo skupiłam się na spaniu z podkulonymi nogami, bo gdzie tu się rozłożyć, skoro skrupulatnie ułożony bagaż nie pozwalał na przesunięcie foteli nawet o centymetr. I tak, od czasu do czasu spoglądając, czy aby na pewno mamy przygotowane paszporty, leniwie posuwając się za sznurem samochodów naprzód, rozglądając się za toaletami i ciesząc z prószącego śniegu, upłynęło nam aż 12 godzin do momentu znalezienia się na Ukrainie. Tak jak i podczas poprzedniej edycji akcji, celnicy okazali swą wielkoduszność, wyrażając miłe zaskoczenie, że jedziemy z samochodem pełnym prezentów. Zostaliśmy przepuszczeni bez problemów, co było wielką ulgą i sprawiło, że zapomnieliśmy poniekąd o długim czasie oczekiwania niemalże bez ruchu. Tuż za przejściem granicznym pierwszym zakupem była karta telefoniczna. Czym prędzej musieliśmy poinformować oczekujący na nas Dom Dziecka i Dom Obrony Życia o opóźnieniu. Zajechanie do nich o rozsądnej porze było coraz mniej realne wraz z nasilającymi się opadami śniegu, dlatego też zadecydowaliśmy o przełożeniu tego etapu podróży na wtorek a rozpoczęciu od wizyty w Kamieńcu Podolskim, gdzie umówieni byliśmy na niedzielę.

Jako że z założenia do każdej obdarowanej rodziny docieramy osobiście, na te wizyty mieliśmy przeznaczone dwa dni. Odwiedziliśmy dziesięć rodzin wielodzietnych i jedną samotną starszą Panią, która od wielu lat ma trudności z oglądaniem świata poza oknami własnego domu z bardzo smutnej przyczyny – ma amputowane obie nogi a mieszka na drugim piętrze bez windy. Długo z nami rozmawiała, dziękując wszystkim darczyńcom za pamięć o Polakach na Podolu. Podziękowania płynęły od wszystkich rodzin. Od jednej z matek otrzymaliśmy konfitury, orzechy, jabłka i gruszki – jako że my daliśmy jej coś od siebie, Ona chciała podzielić się tym, co ma najcenniejsze. Orzechy i owoce pochodzą z Jej podwórka, ze wsi tuż pod Kamieńcem Podolskim. Wiele dzieci, w zasadzie z każdego odwiedzonego domu, było w czasie naszych odwiedzin w szkole. Rodzice pokazywali nam zdjęcia starszego nieobecnego rodzeństwa. Nie wszędzie robiliśmy pamiątkowe fotki. Były domy, w których wydawało mi się to niestosowne, na przykład tam, gdzie dzieci przytulały się do chorego taty. Nie chciałabym, żeby ktoś do mnie przyszedł w momencie, gdy leżę chora w łóżku i robił ze mnie tło do pokazania przyniesionych prezentów. To, co się natychmiast rzuca w oczy, to uśmiech i miłość panujące w tych domach, mimo że zdarzają się warunki do życia, od których nie jeden z nas najchętniej odwróciłby głowę. Z częścią rodzin spotkaliśmy się w Polskim Stowarzyszeniu Kulturalno-Oświatowym im. Józefa Rollego, a później po raz drugi w ich domach. Jedna z rodzin nie mogła zaprosić nas do środka po tym, jak zalało im mieszkanie. Czekali na dole na kogoś, kto miał ich zawieźć do rodziny a nam się udało ich spotkać dosłownie w ostatnim momencie przed wyjazdem. Poniższe zdjęcia przedstawiają nasze kontakty z rodzinami. Nie mogliśmy mieć lepszego przewodnika po polskich korzeniach na Podolu. Pan Stanisław jest prawdziwą skarbnicą wiedzy a jednocześnie człowiekiem o złotym sercu.

 

 

 

 

 

 

W poniedziałek w przerwie obiadowej, z myślą o tym, że może chociaż część dzieci zdąży przed naszymi odwiedzinami wrócić ze szkoły, wybraliśmy się do Chocimia, oddalonego zaledwie 20 kilometrów od Kamieńca Podolskiego. Krótka, lecz intensywna lekcja historii okraszona została bardzo silnym wiatrem, który chciał nas chyba wymrozić i pourywać głowy! Udało się odwiedzić też Okopy Świętej Trójcy i miejscowość Żwaniec z równie ważną w historii Polski twierdzą żwaniecką.

Wizytę w Kamieńcu Podolskim zwieńczyło spotkanie wigilijne z uczniami języka polskiego (wszystkich uczniów jest dużo więcej, w różnych grupach wiekowych, aniżeli było na tym opłatku) oraz ich nauczycielką, przemiłą panią Wiesławą a także osobami działającymi we wspomnianym wyżej Polskim Stowarzyszeniu Kulturalno-Oświatowym im. Józefa Rollego. Czuliśmy się zaszczyceni, dziękujemy!

We wtorkowy poranek wyruszyliśmy tam, gdzie nie udało nam się dotrzeć w sobotę. Z Domem Dziecka, prowadzonym przez Siostry Sercanki, znam się już od pięciu lat. Jako że zajechaliśmy tam przed południem, nie mogliśmy zobaczyć się z częścią dzieci – naturalnie były w szkole. Niektórzy zostali tego dnia w domu z powodu przeziębienia, najmłodsza podopieczna nie chodzi jeszcze do szkoły a najstarsza z dziewcząt przyjechała w odwiedziny świąteczne już z własnym, narodzonym w tym roku maluszkiem (co świadczy jak najlepiej o tym domu – wychowankowie chcą do niego wracać). Przyznam, że nie potrafię pisać o tym bez wzruszenia. Mam nieodparte poczucie, że chciałabym móc dać im więcej i więcej, choć tego co najważniejsze – miłości – w tym domu nie brakuje. Dzieci są przeurocze, zarówno te młodsze jak i starsze. Są uśmiechnięte, zadbane, bardzo inteligentne i wrażliwe. Niektóre z nich przejawiają wyraźne zdolności artystyczne, inne – językowe. Kawa w ich towarzystwie smakuje pysznie. Wszyscy darczyńcy są w ich pamięci, co za każdym razem mieszkańcy tego domu nam podkreślają.

Ostatnie dary, opatrzone odpowiednimi etykietami co by się nie pomylić wyjmując je z czeluści dużego bagażnika, trafiły do Domu Obrony Życia, prowadzonego również przez polskie siostry zakonne. Zostaliśmy poczęstowani smacznym obiadem, po czym przy dużych kubkach herbaty rozmawialiśmy o sytuacji domu oraz o matkach, które po pobycie tam zaczęły samodzielne życie. Mam pewność i tym samym chcę Was w tym przekonaniu utwierdzić, że jesteśmy tam potrzebni. Może Ty zobaczysz tu osobę w habicie a kwestia wiary jest Ci zupełnie obca. Ja widzę osoby, które przyjmują nas serdecznie i rozmawiają o życiu, nie pytając o to w co wierzymy a dziękując każdemu darczyńcy za podzielenie się kawałkiem swojego serca.

Tak oto nasza misja niesienia pomocy, ale przede wszystkim wyrazów pamięci Polakom na Wschodzie dobiegła szczęśliwie końca. Powrotna droga to krótka wizyta na jarmarku świątecznym we Lwowie i w zasadzie zerowe kolejki na granicy. Czas przejazdu ze względu na stan dróg subtelnie pomijam. Mimo że w Kamieńcu Podolskim nie padał śnieg, wjazd na Ukrainę i wyjazd z niej był śnieżnobiały. W końcu ta akcja nosi nazwę Biała Ukraina! Oficjalną piosenkę akcji „Na całej połaci śnieg” mogliśmy nucić z czystym sumieniem 🙂 A tych, którym przeszkadza nazwa i/lub nie wiedzą nic bądź mają niejasną wiedzę na temat historii Polaków na Ukrainie, bo niestety są i tacy, proszę by nie mieszali do tego własnych poglądów politycznych i nie przeszkadzali czynić dobra.

Na szczęście od lat nie brakuje ludzi, którzy chętnie nas wspierają i tym samym sprawiają, że nasza motywacja nie gaśnie. Tak jak już pisałam na Facebooku i wspominałam wielokrotnie wcześniej, ta akcja nie miałaby szans na powodzenie bez naszych partnerów i darczyńców.

Część wolontariuszy z Zespołu Szkół nr 36 im. M. Kasprzaka

DZIĘKUJEMY:

– uczelni Collegium Civitas za tradycyjne udostępnienie magazynu i pomoc w organizacji akcji. Uczelnia, której jestem dumną absolwentką jest partnerem Białej Ukrainy od samego początku!

– firmie WB Group za dofinansowanie, dzięki któremu zakupiliśmy część darów i pokryliśmy koszty transportu. WB Group również bywała w poprzednich latach partnerem akcji. Cieszymy się z tej ponownej współpracy.

Zespołowi Szkół nr. 36 im. M. Kasprzaka w Warszawie za bardzo znaczący udział w zbieraniu darów i deklarację wsparcia w przyszłości.

indywidualnym darczyńcom za wpłaty, dzięki którym zakupiliśmy dary oraz za przyniesienie darów do naszego magazynu – każda cegiełka przyczyniła się do bardzo dobrego efektu końcowego.

pomocnikom przy segregacji darów za poświęcony czas i energię.

Dziękujemy za każde dobre słowo, każdą tabliczkę czekolady i każdą wpłaconą złotówkę!

Szczególne podziękowania należą się również kierowcy, który na niełatwych przecież ukraińskich drogach (i bezdrożach) wypełniał znakomicie swoją rolę, a także panu Stanisławowi, przy którym mowa o szacunku do kultury i historii Polski nabiera nowej jakości.

Mam nadzieję, że nie zawiedliśmy oczekiwań tych, którzy nas wspierali. Równocześnie jeszcze raz pragnę przypomnieć o licznych podziękowaniach, jakie płynęły w Waszą stronę od polskich rodzin, Domu Dziecka i Domu Obrony Życia.

Święta Bożego Narodzenia mają głębszy sens, gdy w gorączce poszukiwań prezentów dla najbliższych wychylimy nos poza własne podwórko, nieprawdaż?

Z najserdeczniejszymi życzeniami na ten nadchodzący wyjątkowy czas,

ekipa Białej Ukrainy.

 

Posts published: 238

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.