Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

40. Zurich Marató de Barcelona – relacja.

Przygotowanie do startu.

Pamiętam dzień, w którym poczułam ogromną potrzebę zapisania się na wiosenny maraton. Mimo że w Sylwestra jeszcze byłam niemalże pewna, że tym razem poczekam z królewskim dystansem do jesieni, nie wytrzymałam długo. 3 stycznia doznałam euforii związanej z podjęciem spontanicznej i niepewnej jeszcze decyzji. Od razu dokonałam wstępnej rezerwacji hotelu, którą zresztą na 4 dni przed biegiem odwołałam, zmieniając na inną. Tego dnia również stworzyłam 10-tygodniową tabelę treningową, z zamiarem wypełniania jej na bieżąco. Z opłatą startową wstrzymałam się jednak aż do momentu rozpoczęcia taperingu. Rzeczywiście przez te kilka tygodni nie do końca wiedziałam, czy maraton w Barcelonie mogę traktować jako fantazję czy też realne założenie. Mnóstwo pracy, mało snu, brak czasu na wyjechanie za miasto w ucieczce przed smogiem. Z tej ostatniej przyczyny zdarzyły mi się tygodnie z zaledwie trzema treningami biegowymi, które uzupełniałam ćwiczeniami w domu. Z pewnością w ciągu tych 10 tygodni zabrakło przynajmniej jednego długiego (27-30 km) wybiegania. Kilka treningów trwających 2-2,5 godziny i testowy półmaraton, który przebiegłam sama, utwierdziły mnie jednak w przekonaniu, że poradzę sobie z maratonem. Napędzała mnie również myśl o tym, że spędzę w Barcelonie kilka dni już po maratonie i tym samym będę mieć namiastkę wakacji.

Dlaczego Barcelona?

Przecież mogłam dać sobie szansę na więcej tygodni wartościowych treningów, oswojenia z tempem maratońskim. W zasadzie nie ma jednego konkretnego wytłumaczenia. Kocham Hiszpanię i samą Barcelonę. Nigdy wcześniej również nie biegłam maratonu o tak wczesnej porze. Wydawało mi się to być ciekawym doświadczeniem, choć nieco się obawiałam zmiany klimatu, wprost z polskich mrozów do katalońskiego słońca, w dodatku na tak poważne zawody. Ponadto, chciałam mieć więcej czasu na regenerację przed koronnym startem jesiennym. Nie wyobrażałam sobie, że w międzyczasie miałabym wydłużyć plan z 10 tygodni na dłuższy, w razie gdyby z Barceloną nie wyszło. Albo ten wiosenny maraton, albo koncentracja na półmaratonie.

3,2,1…

Godzina startu nadchodzi, a dużego stresu jak nie było tak nie ma. Poziom ekscytacji przewyższał poziom strachu. Paraliżujący stres, jak to bywało dawniej, w ogóle się nie pojawił. Na linii startu czułam szczęście i wzruszenie.

Przyjrzałam się wcześniej dokładnie profilowi trasy, który jest dość specyficzny. Niewiedza o wielu długich podbiegach i zbiegach może kosztować szybkim wypaleniem. Już na starcie czeka na biegaczy długie wzniesienie. Aż do połowy dystansu trzeba zachować czujność, aby oszczędzać siły pod górę i nie dać się ponieść za szybko w dół. To jednak nie koniec trudności, jako że ostatnia dwukilometrowa prosta to ciągły podbieg. Nie do końca potrafię zgodzić się z tym, jakoby to miała być jedna z najszybszych maratońskich tras. Owszem, bywają momenty przyjemne – bo płasko, bo w dół, jednak czujnym trzeba być do ostatnich metrów. Część wzniesień na mapie wygląda na wręcz płaskie odcinki, z tym że po 30. kilometrze słowo „płaski” nabiera troszkę innego znaczenia 🙂 Gdybym miała podsumować profil tej trasy jednym zdaniem, powiedziałabym że szykując się na maraton w Barcelonie warto trenować nie tylko pod dystans ale też pod profil właśnie. Przy ukierunkowanym treningu da się zrobić to naprawdę dobrze, bez narzekania na pofalowany teren.

Na szczęście, mimo wyższej niż w Polsce temperatury, szczególnie tej odczuwalnej, nie było palącego słońca. Cień na trasie był jedną z lepszych rzeczy, jakie mnie tam spotkały. Wiatr nieco przeszkadzał, raczej już na odcinku biegnącym wzdłuż morza, ale nie wspominam go jako trudnego przeciwnika. W okolicy 28-30 kilometra zaczęłam odczuwać mięśnie czworogłowe i to chyba one najbardziej mnie hamowały. Dużą ulgę przyniosło mi polanie nóg chłodną wodą z butelki, którą otrzymywaliśmy co 2,5 kilometra. Teraz, kilka dni po starcie nogi mają się dobrze i już nie mogę się doczekać, by zacząć je wzmacniać 🙂

Zurich Marató de Barcelona organizacyjnie.

Nie spotkałam się z żadną negatywną opinią na temat barcelońskiego maratonu i sama też takiej nie wydam. Wszystko, od biura zawodów po linię mety bardzo dobrze zagrało. Mnie osobiście najbardziej zależało na punktach nawadniania, a tych jak wspomniałam było naprawdę dużo. Teorytecznie jest to norma, ale na przykład w Rotterdamie wodę dostawaliśmy raz na 5 kilometrów, przy czym słońce grzało mocniej niż w Barcelonie. Czasem jeden zbyt zachłanny łyk może spowodować tymczasowe bóle brzucha (przynajmniej u mnie), dlatego za częstotliwość podawania wody jestem bardzo wdzięczna. Druga ważna rzecz to… pomarańcze! Najlepsze orzeźwienie i dobre uzupełnienie mlecznej czekolady którą w malutkich ilościach jadłam zamiast przyjmowania żeli.

W drugiej połowie dystansu pojawiły się dwa zraszacze, z których obowiązkowo skorzystałam.

Na podkreślenie zasługuje atrakcyjność trasy pod kątem walorów turystycznych. Sama nie bardzo zwracałam uwagę na otoczenie, skupiając się na… sobie 🙂 Jednak by odczuć urzekający klimat miasta, wcale nie trzeba było nieustannie rozglądać się na boki. Całość dopełniała ogromna ilość kibiców.

Dużym plusem było dla mnie to, że starty poszczególnych stref startowych nie ciągnęły się w nieskończoność. Elita wystartowała o 8.30 a ja już 10-12 minut później.

Podsumowanie.

Dla osoby podchodzącej do startów zagranicznych w celach turystycznych, Barcelona jest świetnym wyborem. Może trasa nie jest najszybsza, ale da się przy odpowiednim treningu zamienić jej profil w atut. Do tego wspaniali, otwarci ludzie, pyszne jedzenie a pogoda… o tak, pogoda bije naszą na głowę.

To był mój ósmy maraton. Ukończyłam go z czasem 4:13:58. Jestem zadowolona z przebiegu startu. Choć pod koniec wytrzymałość nieco zawiodła, to po 10 tygodniach przygotowań nie spodziewałam się większych sukcesów. Z drugiej strony, maraton potrafi być bardzo nieprzewidywalny i nawet dwukrotne wydłużenie okresu treningowego nie zapewniłoby z marszu lepszego wyniku. Miałam już trochę przygód na królewskim dystansie i wiem, że mam podstawy do poczucia dobrze wykonanej pracy w Barcelonie. A będzie jeszcze lepiej, bo zamierzam długo i sumiennie trenować. Mam nadzieję, że życie zaczyna się po trzydziestce 😉

Aga

Posts published: 241

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.