Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

„Podbiegi mają się dobrze, a Ty?” Relacja z 29. Biegu Jagiełły.

Cytat użyty w tytule pochodzi z oznaczenia jednego z początkowych kilometrów pobiedziskiego półmaratonu i na tym etapie można powiedzieć, że jeszcze bawi. Ale prawdziwa „zabawa” miała się dopiero rozpocząć i to właśnie ta obietnica tak mnie tam ciągnie.

Każdego roku, a to już piąty mój start w tym biegu, nie odnotowuję na Biegu Jagiełły szczytowej formy z prostej przyczyny – to przystanek w drodze do wrześniowego maratonu. I choć przykładam do niego dużą wagę, początek lipca to za wczesna pora, bym miała się tak dobrze, jak tamtejsze podbiegi 🙂 Tym chętniej podejmuję to wyzwanie, bo to zarówno świetny trening mentalny jak i fizyczny. Przypuszczam, że nie ja jedna patrzę w ten sposób. Wśród startujących są zarówno jesienni maratończycy, jak i biegacze górscy, którzy cenią sobie ten start w charakterze istotnego testu formy.

Początek tegorocznej edycji, mimo bardzo słabo przespanej nocy, wyglądał optymistycznie. Początkowo trasa jest płaska, dzięki czemu organizm ma szansę na dogrzanie się przed najtrudniejszym, pokonywanym czterokrotnie odcinkiem (dwie pętle w postaci agrafki). Zaczęłam bieg bardzo spokojnie i nie licząc kilku przejść do marszu pod górę, co w oczywisty sposób wpłynęło na wynik, tempo utrzymywałam do mety.

Pod koniec pierwszej pętli bardziej od podbiegów zmęczył mnie wiatr wiejący prosto w twarz, ale już na drugim okrążeniu zdecydowanie pierwsze skrzypce grała trasa góra-dół-góra-dół-GÓRA 😉 Ostatecznie walcząc o równy oddech już przed linią mety stwierdziłam, że owszem, było ciężko, ale droga nie dłużyła mi się w jakiś okrutny sposób. A to duży plus chociażby pod kątem motywacji do dalszych ciężkich treningów tego lata. I spore zdziwienie, bo jak się zasypia o 4 nad ranem, to trudno liczyć na fenomenalną lekkość, bez względu na to, jak wyglądały przygotowania. Moja głowa została w łóżku a ciało zmuszone było biec, ale kto da radę jak nie ja? 🙂

Jeśli dobrze policzyłam, to na trasie mogliśmy poczęstować się wodą aż 10 razy. Do tego był jeden punkt z bananami i jeden z izotonikiem. Spodobało mi się rzadko spotykane lecz bardzo ciekawe rozwiązanie – na niektórych punktach mogliśmy wybrać pomiędzy kubkiem a półlitrową butelką. Biorąc pod uwagę lipcowe temperatury, niejedna osoba chętnie chłodziła się wodą z butelek. Do tego dwie kurtyny i mamy sytuację idealną nawet dla tych najbardziej wymagających, czyli na przykład dla mnie 🙂

Mam wrażenie, że Pobiedziska to miejsce, w którym, ludziom naprawdę się chce. Chce im się poświęcić czas na zrobienie czegoś dobrze, znaleźć wolontariuszy, którzy nie tylko podadzą wodę ale i kibicują jak szaleni, wymyślając coraz to nowe hasła motywacyjne, stworzyć nowe tablice z oznaczeniami kilometrów z motywatorami, które w miły sposób odwracają choć na chwilę uwagę od wysiłku i które nie są kopią tych zeszłorocznych. A ja jestem sentymentalna, i dlatego chce mi się tam wracać. Choćby meta miała mnie za każdym razem sprowadzać do parteru, jak to widać na poniższym zdjęciu 🙂 Z tego właśnie parteru udało mi się podziękować biegaczowi, który przez kilka kilometrów był moim zającem. Tak nam się tempo fajnie ułożyło, tylko na mecie to On był górą, bo rękę podał mi z wysoka 😉

„Nie chodzi o to, żeby było łatwo” – to hasło przeczytałam na trasie biegu. Od lat uważam je za prawdziwe a jak wiadomo, prawda bywa bolesna 🙂 Przede mną najtrudniejsze tygodnie przygotowań do maratonu. Punkt wyjścia na początku lipca bywał lepszy, ale nie poddam się. Będę przypominać sobie najtrudniejsze chwile tego startu i zestawiać je z uczuciem na mecie. Potraktuję to jako niewidzialny talizman i Was też do tego zachęcam, bo na pewno nie jedna góra, która na wstępie budziła niepokój jest za Wami! 🙂

Aga

Posts published: 243

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.