Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56

Niedoścignione marzenie – maraton.

Czy marząc jesteśmy w stanie od razu mocno wierzyć, że marzenie się spełni? Początkowo to wydaje się bajką ze spodziewanym pięknym zakończeniem, które nie będzie dotyczyło nas. Tylu osobom się udało – na pewno mają w sobie coś wyjątkowego, coś, czego nie mam ja. Jak to się dzieje, że człowiek ma w sobie tyle siły i determinacji, by dążyć do spełnienia celów pozornie nierzeczywistych? Upłynęło bardzo dużo czasu, zanim zrozumiałam, że marzeń nie spełnia się od razu, ale krok po kroku.

Pierwsza myśl o tym, że nie spocznę, dopóki nie przebiegnę maratonu pojawiła się w mojej głowie na początku 2014 roku. Była to jednak myśl rozmyta, niewyraźna, a przede wszystkim ogromnie nieśmiała. I myślę, że początkiem mojego maratońskiego spełnienia było wypowiedzenie tej myśli głośno. W momencie, kiedy po raz pierwszy nie wstydziłam się powiedzieć, że marzę o przebiegnięciu maratonu, w mojej głowie ruszyła lawina zdarzeń, prowadzących w kierunku mety na Stadionie Narodowym 28 września 2014. Lawina ta ruszyła nieświadomie. To przyjaciele, którzy we mnie wierzyli i zaczęli mnie dopingować, jak również osoby wyrażające się z pewnym niesmakiem na temat moich planów zmobilizowali mnie do rozpoczęcia przygotowań.

maraton

Nie korzystałam z żadnego odgórnie ułożonego planu treningowego. Wierzyłam, że wsłuchiwanie się we własne ciało wystarczy, bym mogła dotrzeć do mety o własnych siłach, mieszcząc się w regulaminowym czasie. Taki właśnie był mój plan – wystartować, chłonąć każdy kilometr na trasie tego niezwykle ważnego dla mnie wydarzenia, a na mecie mieć jeszcze siłę chociażby na wzniesienie rąk w geście zwycięstwa. Potem liczyłam już tylko na to, że jakieś dobre dusze zawiozą mnie do domu i pozwolą odpocząć.

Podczas przygotowań do maratonu kładłam nacisk przede wszystkim na stopniowe, rozsądne wydłużanie dystansu. Po drodze wystartowałam w zawodach na 5, 10, 15 i 21 km, z tym że nie całkiem po kolei, bo zaczęłam od dziesięciokilometrowego dystansu. Kiedy już udało mi się pokonać dystans półmaratoński, postanowiłam go kilkukrotnie powtórzyć. W nogach miałam najwięcej 28 km.

maraton2

Każdy kilometr przed finałowym biegiem dał mi ogromnie wiele radości, ale i nauczył mnie pokory. Wiedziałam, że nie przebiegnę maratonu szybko. Wiedziałam, że słowo „ściganie” nie zagości wówczas w moim słowniku. Nie było mi z tego powodu przykro. Było mi nieco przykro jedynie wtedy, gdy słyszałam (a częściej czytałam), że pokonanie 42 kilometrów w tym tempie, które ja obrałam jest żenujące, że nie ma się czym chwalić, przecież to zwykły marsz. Teraz się już na to uodporniłam, wtedy chciałam wykrzyczeć tym osobom, że gdyby wszyscy spełnili swoje marzenie tak jak ja, to cały świat byłby ogromnie szczęśliwy!

happy

Do maratonu dobiegłam bez kontuzji. Na samym biegu udało mi się przebierać nogami dość rytmicznie, niestety kilka razy musiałam przejść do marszu z powodu nudności. Uratowała mnie coca cola i niezawodny doping. Po 30. km byłam coraz bardziej zmęczona i ze zdziwieniem stwierdziłam, że chodzenie w tym stadium obciążenia ciała boli bardziej niż wolny bieg. Na szczęście nie udało mi się przekonać, czym jest słynna „ściana”. Po prostu bolało! Biegłam więc wolno i upajałam się myślą, że udało mi się dotrzeć do tego miejsca.

Na mecie dostałam skrzydeł. Fizycznie czułam je przez chwilę, ale psychicznie są ze mną do dziś. Finał pierwszego maratonu dał mi takie pokłady wiary we własne możliwości, że z przyjemnością dźwigam je do dziś. Z wielkim hukiem spadł ze mnie ciężar wątpliwości i strachu przed moją najdłuższą dotychczas drogą. I choć dziś wiem, że ciężka praca musiała takim finałem zaowocować, chcę pozostawić w swojej głowie wspomnienie pierwszego maratonu jako wirtuozerskie spełnienie jednego z czołowych, najbardziej wyjątkowych marzeń.

10645036_660937740692425_5943071012673058731_n

Chwalcie się tym, że czasem czujecie się jak w bajce. Piękne wspomnienia to jedna z najjaśniejszych stron życia 🙂

Aga

 

Posts published: 235
Wyszukiwarka

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php:57) in /public_html/przetartyszlak.pl/wp-content/themes/suzette-elegant/framework/functions/misc.php on line 56
Copyrights © Przetarty Szlak. All Rights Reserved.